wtorek, 27 sierpnia 2013

To The End

BLOG ZAWIESZONY, RACZEJ NA ZAWSZE

Destroya 7

Napisałam tylko tyle :)......................................................................................................................................................................................................... Myślałem że przez sen mi przejdzie. Jednak wciąż o tym myślę. Nie tyle co o kartce, nie tyle co o ludziach, wiercących mi dziurę w brzuchu, o Pottera. Myślałem o Potterze. Cholera! Sam już nie wiem czego chcę, ale przez tą "sytuację" zacząłem patrzeć na niego... inaczej. Pod innymi względami, nie tylko jako wroga. I własnie tego miałem dosyć, że sam nie wiem czego chcę. Gdzie są do cholery Crabe i Goyle? Wyjechali dwa miesiące temu i mieli wkrótce wrócić, a ich dalej nie ma! Mógł bym się troche rozerwać. I znowu moje myśli wracają do Pottera! No kurczę! Myślałem że jak wstanę rano, nie będę o tym myśleć, jednak był pierwszą myslą po przebudzeniu. Wiem, może wezmę prysznic, i zapomnę o nim. Wziąłem ręcznik z szafy. Oczywiście, że muszę mieć swój, najlepszy, nie mogę używać takich jak inni. Sięgnąłem po żel, mydło i szampon. Mam nadzieję że pistacjowy. Nasz skrzat robi zakupy i mi wysyła, gdy nie ma mojego szapmonu, ma kupić inny, drugi najlepszy i najdroższy po moim. I musi być zapachowy, najlepiej pistacjowy. Hmmm... Nieważne, idę się umyć.

Destroya 6

Minął tydzień, ludzie zapomnieli. To znaczy, zapomnieli już po dwóch dniach. Koogo to obchodziło? Każdy wiedział, że jeśli wróg wrogowi napisał coś miłego, to musiało być to wymuszone i wymyślone. Ehh... A miało być tak pięknie. Nieważne, koniec tych rozmyślań, bo nie chcę sie spóźnić do Snapea. Wskoczę tylko jeszcze do łazienki. Cholera, albo lecę na drugi koniec szkoły, albo wchodzę do Jęczącej Marty, nie ma mowy. Chociaż... Snape będzie wkurzony. Dobra. ... Kierując się do łazienki Jęczącej Marty, usłyszałem jakąś rozmowę, uchyliłem drzwi łazienki. -Nie powinienem był tego robić -Ale co zrobiłeś?!- prawie krzyczała Jęcząca Marta. Nie lubię suki. -Ja... Zakochałem się w kimś, w kim nie powinienem. A nie mogę sie nikomu wygadać. Myślę ze on by mi pomógł, myślę że go potrzebuję. Ale sprawa wygląda tak, że on nie potrzebuje mnie. -To idź do niego. Ja tu siedzę sama, i nie mogę iść. Siedzę tutaj tak, jak mnie zostawili. Widzisz... -Nie pójdę do niego. -Więc zostań tu ze mną na zawsze! Ja Ci pomogę! -Chwila, kto to?- zawołał głos w stronę drzwi. Usłyszałem 4 szybkie kroki i nawet nie zdążyłem zareagować, gdy drzwi sie otworzyły, a stanął w nich... -Kurwa Potter- wymsknęło mi sie -Czego tu chcesz? Za mało Ci upokarzania mnie?-zapytał oschle -Od tylu lat Cie upokarzam, co cie to tak nagle boli? -Wiesz co mnie to tak NAGLE boli. Spieprzaj. -Oh, Kiedy mówię odejdź to znaczy zostań i nie zostawiaj mnie, tak? Taki krzyk miłości- uśmiechnąłem się kpiąco -Spierdalaj! Odpieprz sie kurwa ode mnie!- minął mnie w drzwiach, trącając barkiem- Myślałem że jesteś inny. A jesteś tak samo nic nie wartym gównem jak inni.-dodał ciszej -Harry, zaczekaj-nie wiem dalczego ale zabolało mnie to, było mi go szkoda. -Co?-odwrócił się, a Ja stanąłem ja wryty. Zobaczyłem łzy w oczach Złotego Chłopca! -Ja... To nie tak. Przepraszam Cię za to co powiedziałem, nie miałem tego na myśli naprawdę. Nie martw się co do tego wszystkiego, nikomu nic nie powiedziałem i nie zamierzam. I tylko tyle chciałem Ci powiedzieć. Harry nie wiedział co powiedzieć. Po chwili ciszy i wpatrywania się w siebie, chłopak odwrócił się i odszedł. No to zajebiscie. Nie dosć że okazałem moje uczucia przed żłotym chłopcem, jakbym nie miał już przed kim, to jeszcze spóźniłem sie na lekcje do Snapea. Myślę że nie ma sensu już na nie isć, lepiej byłoby udać się do pielęgniarki i nazmyślać, ze coś nie boli. Chwila... właśnie przypomniałem sobie zapłakane oczy Pottera, myślę że raczej nie pójdzie na tą lekcję, a nie może nie być nas obu, bo będzie to dziwnie wyglądać. Czyli jednak dostanę opieprz od Snapea. Niepotrzebnie czasem przejmujemy się rzeczami, na które nie mamy wpływu. Najgorzej, przejmujemy się rzeczami, które nie dotyczą centralnie nas. W takich sytuacjach powinniśmy zaakceptować bieg rzeczy, i żyć dalej. Czasami trwa to chwilę, czasami lata, a czasami tygodnie, tak samo jak moja niezręczna sytuacja z panem Potterem. Czasami myślę, że byłoby łatwiej, powiedzieć wszystkim , co Potter do mnie napisał. Jedak potem uświadamiam sobie, że to by tylko pogorszyło sytuację. Pierdole to wszystko. Naprawdę, nie mam już siły do tego. Przed snem zapisałem w pamiętniku: "Nie masz wpływu na to co czujesz, ale masz wpływ na to, co z tym zrobisz."

"And, if You say, goodbye today, I asking to be true..."

Siema. Sprawa wygląda tak, że zamierzam tego bloga zawiesić. Nie mam komputera, weny, do pisania, i mam dużo ważniejszych spraw na głowie :) Przepraszam i wogóle. Niestety, ten mój wspaniały tablet, pozwala mi wrzucać posty, jednak nie ma enterów, czasem spacji, ani w ogóle nie jestem w stanie poprawić tekstów więc macie suche. Więc wrzucę te kilka części, które już wcześniej napisałam, i to tyle jeśli chodzi o bloga :)

Destroya 5

Rano obudziło mnie dobijanie do drzwi. Otworzylem oczy, dokładnie w momencie, gdy do pokoju wpadła Pansy. Chwila. Pansy? Jest na mnie obrażona, dlaczego przydzła do mnie i to o tej godzinie...? -Nie zgadniesz czego sie dowiedziałam! Cały Hogwart już wie. -Teraz sie do mnie odzywasz? -Draco! Zamknij się i słuchaj lepiej. Wiem kto był autorem kartki dla Ciebie! -I odzywasz się do mnie tylko z ciekawości tak? Dziekuję. -Och, zamilcz już! Nie rozumiesz! Gdyby chodziło o normalną osobę, miałabym to gdzieś. Ale nie w tym przypadku! -Nie może być tak źle- zaśmiałem się, nie ukrywając jenak ciekawości -Potter! -Co!?-natychmiastowo podniosłem się z łóżka -Dokładnie! Cały Hogwart o tym huczy! Wiesz, jesteście wrogami, wiec ciekawe co Potter wymyślił. Powiedz, Draco. Potter? ?To nie mozliwe, chociaż... "mogę cię: olewać, poniewierać, nie szanowac, nie usmiechać, nienawidzić"- to pasuje do Pottera. ... ale "potrzebować" ? O kurwa, czyżby złoty chłopiec... -Draco? I? No więc co Potter ci napisał? -To są jakieś żarty -Draco! Co napisał?!-wztrząsneła mną podekscytowana Pansy -Potter – się we mnie buja – leci sobie w chuja -Jak leci w chuja? Draco, co on tam napisał ze nie chcesz powiedzieć? -To jest straszne- wyszeptałem zdołowany i walnąłem się spowrotem na łóżko przykrywając głowę kołdrą Obudziłem się drugi raz, muszę wstać i iść do sali na śniadanie. Jak ja kurwa spojrzę Potterowi w oczy? To jest chore. Okej, nie lubimy się, ale to nie znaczy że mam mu niszczyć życie. Wróć. Ja chcę mu zniszczyć życie, ale nie w ten sposób. To wszystko jest z dnia na dzień bardziej popieprzone. Ubrałem się, i wyjąłem pamiętnik spod łóżka, aby przeczytać kartkę miłosną. Muszę sie psychicznie przygotować na konfrontację z Potterem. "Mogę kazać Ci wyjść, ale to nie znaczy że chcę, żebyś odszedł. Mogę Cię olewać, ale to nie znaczy, że jesteś mi obojętny. Mogę tobą poniewierać, ale to nie znaczy, że na to zasługujesz. Mogę Cię nie szanować, ale to nie znaczy, że Cie nie lubię. Mogę nie śmiać się z twoich żartów, ale to nie znaczy, że mnie nie śmieszą. Mogę się do Ciebie nie uśmiechać, ale to nie znaczy że mi sie nie podobasz. Mogę Cię nienawidzić, ale to nie znaczy ze cie nie kocham. Mogę Cie potrzebować, ale to nie znaczy, że się o tym dowiesz." To znaczy że... chce mnie mieć przy sobie, nie jestem mu obojetny, nie zasługuję na złe traktowanie , lubi mnie, śmieszą go moje zarty (tak jest! Wiedziałem że kogoś muszą śmeiszyć!), podobam mu się, kocha mnie, potrzebuje mnie. No i "Jesteś wspaniały taki, jaki jesteś". Poważnie? Wolałbym nie wiedzieć od kogo ten list. Spójrzmy na to z innej strony. Jestem gejem, Potter jest niczego sobie, zakochanym we mnie najsilniejszym czarodziejem, który pokonał Voldemorta. Bohater, uwielbiany przez wszystkich. Nic nie mówię, chcę tylko po prostu rozważyć plusy i minusy tej propozycji. Ej, chwila... Przeczytałem jeszcze raz tekst "Mogę Cie potrzebować, ale to nie znaczy, że się o tym dowiesz.". Jeśli coś złego mu się stało? Nie no, jeszcze tego brakowało żebym przejmował sie Potterem! Ughhhh.. Nieważne, idziemy jeść, bo zaraz padnę z głodu. Wchodzę do wielkiej sali, napotykam wzrok Pottera. Unikam wzroku Pottera. Siadam przy stole, czuję na sobie wzrok Pottera. Udaję że nie czuję wzroku Pottera. Wychodząc z sali napotykam wzrok Pottera, jego spojrzenia mówi "nie mam pojęcia co zrobić, muszę wybadać sytuację w której jestem", jego spojrzenie woła "czy powiedziałeś komukolwiek? Czy zamierzasz? Co o tym myślisz?" jego spojrzenie krzyczy "rżnij mnie". Nie, to tylko moja wyobraźnia, tak naprawdę jego spojrzenie pyta się "co zamierzasz?". Przestań sie patrzyć Potter! Nic. Nic kurwa nie zamierzam. Nie wiem. Może. Nie! Nie chce. Nic. Po prostu... pfff ! Wypadam z Wielkiej Sali jakby się paliło i lecę po książki na lekcje, wszystko byle uniknąć oczu wszystkich, a szczególnie tych zielonych.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Destroya

CzęśćCzwarta

Minął tydzień. Pansy się do mnie dzisiaj uśmiechnęła. To już coś. Cholera, nie myślałem że będzie tak trudno. Ramię w ramię z Blaisem wszedłem do Wielkiej Sali na śniadanie. Hmm... Tosty, ale nie ma dżemu. Lubię tosty. Ale tylko z dżemem, truskawkowym lub morelowym. Tylko. Rozejrzałem się po stołach. Kurwa, Gryffindor i Racenlav. Po chwili wpatrywania się w suche tosty, postanowiłem zaryzykować. Czego się w końcu nie robi dla smacznego śniadania? Podszedłem do stołu Racenlavu. Milanda? Cholerka, ma przed sobą pusty słoik. Ostatni słoik na tym stole. Gryffindor. Będę się za to smażyć w piekle, czyli dzisiaj, gdy  po powrocie do pokoju Blaise będzie się ze mnie śmiał. Ale nich sam spróbuje jeść tosty z czymś innym niż dżemem. Stały tylko dwa dżemy. Oby dwa przy wiewiórach. Jeden przy Ginny, drugi przy Ronie. Napisałem o nim coś miłego, ale nie sądzę, żeby przestał mnie nienawidzić. Ginny.
-Mogę dżem? My nie mamy...
-Ja będę jeszcze jadł- wtrącił się Seamus. Pieprzony gnojek.
-Może nałóż sobie trochę, a oddaj mi resztę?-zapytałem twardo
-Nie, potrzebny mi jest cały
Wiedziałem. To by było na tyle jeśli chodzi o tosty. Dobra, ryzykujemy. W końcu do trzech razy sztuka. Weasley, Potter, Granger.
-Mogę wziąć dżem?-wysiliłem się na "nie opryskliwy ton, ale miły też nie"
-Zostało nam mało-odpowiedział wiewiór
-My nie mamy w ogóle.
-Trudno, Harry jeszcze nie jadł. Musi mu starczyć.
-Nie, spokojnie-wtrącił się Potter- Możesz go sobie wziąć mi nie będzie potrzebny.
-Dzięki- ze zdziwienia zapomniałem że mam być oschły, i przez przypadek powiedziałem coś miłego.
Odchodząc usłyszałem tylko:
-Harry, dlaczego oddałeś fretce ostatni dżem?
-Pewnie stał by tutaj nie wiem ile, i w końcu i tak byśmy mu dali dla świętego spokoju. Zaoszczędziłem tylko czasu.
-W sumie racja. Mogłem go też zjeść na jego oczach.
Tak, świetnie Ron, to ja o tobie takie miłe rzeczy piszę, a Ty się tak odwdzięczasz. Właśnie usiadłem do stołu, gdy wleciała poczta. Co dzisiaj tak dużo listów... o kurna, faktycznie. Minął tydzień! Haha, nie mogę się doczekać, ile ktoś się musiał na wysilać, żeby napisać o mnie coś miłego. Po chwili wpatrywania się w cały biały sufit od latających pod nim listów, poczułem jak jeden z nich wpada mi w dłonie. Od razu schowałem go do szaty. Przeczytam później.
Blaise zaczął szturchać mnie w ramię.
-Co miałeś?
-Nie wiem, przeczytam później. Wiesz, nie chcę teraz.
-Rozumiem rozumiem. Pan Malfoy boi się okazać swojego zdziwienia na miłe słowa przy ludziach. Jeszcze ktoś zobaczy...
-Dobra, lepiej pokazuj co ty masz.
-"Mimo że oceny tego nie wykazują, jesteś ode mnie dużo lepszy z większości przedmiotów. Jesteś bardzo inteligentny, tylko musisz isę postarać. Wiem co mówię, czasem ściągam z Ciebie na Zielarstwie. I czasem, na Eliksirach. ~G."-zacytował
-Nie wierze- zaśmiałem się- Jakiś Gryfiak ściąga od Ciebie na Eliksirach!? U Snapea? Da się w ogóle?
-Nie wiem, nie próbowałem.
-Ja też nie.
...
Po lekcjach od razu wróciłem do dormitorium Slytherinu i rozsiadłem się na fotelu. Nikogo nie było. Każdy poszedł się zrelaksować po lekcjach. W końcu jest piątek. Wyjąłem kopertę z kieszeni. Czy chcę ją otworzyć? Czy chcę wiedzieć co tam jest? Czy może od razu lepiej ją spalić? Są trzy opcje, albo ktoś skłamał- spalić, albo nie przestrzegał reguł i w kopercie znajdę coś obraźliwego-spalić, albo ktoś naprawdę znalazł we mnie coś miłego- ta myśl, była tym jednym procentem, dzięki któremu postanowiłem otworzyć kopertę.
Draco Malfoy. Odwróciłem na drugą stronę, gdzie ze zdziwienia otworzyłem usta. Oczywiście szybko je zamknąłem. Siedzenie z otwartymi ustami jest nagannym zachowaniem. Jednak, cała kartka była zapisana drobnym druczkiem. Ktoś ledwo się zmieścił. Nie było to jedno czy dwa zdania jak u reszty osób. Zacząłem czytać:

"Mogę kazać Ci wyjść, ale to nie znaczy że chcę, żebyś odszedł.
Mogę Cię olewać, ale to nie znaczy, że jesteś mi obojętny.
Mogę tobą poniewierać, ale to nie znaczy, że na to zasługujesz.
Mogę Cię nie szanować, ale to nie znaczy, że Cie nie lubię.
Mogę nie śmiać się z twoich żartów, ale to nie znaczy, że mnie nie śmieszą.
Mogę się do Ciebie nie uśmiechać, ale to nie znaczy że mi się nie podobasz.
Mogę Cię nienawidzić, ale to nie znaczy ze cie nie kocham.
Mogę Cie potrzebować, ale to nie znaczy, że się o tym dowiesz.

Nie wierz im wszystkim, jesteś wspaniały taki, jaki jesteś.

~G."

Ja pierdziele. Wstrząsnęło to mną. Hahaha. Dobry żart. Ciekawe skąd ta osoba to spisała? Przykro mi będzie tej dziewczyny, ale jestem gejem. No dobra, nie będzie mi jej szkoda ale...
Przebiegłem wzrokiem tekst. Chwila, nie ma nigdzie nawet wyrazu, który by mówił o płci autora tekstu. Sprytnie pomyślane. Ale nieważne już. Podszedłem do kominka żeby spalić kartkę, ale w ostatniej chwili poczułem ze nie mogę tego zrobić i schowałem ją w pamiętniku. Tam jej nikt nie znajdzie.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Destroya

Część Trzecia

Gdy wstałem rano, w pokoju wspólnym spotkałem tylko Blaise'a. Oboje zaspaliśmy. Cudownie, od niego trzeba zacząć, wiem że szybko ulegnie. Dalej mnie lubi.
-Hej Blaise.
-Siema Draco.
-Która godzina?
-9;03
-Cholera, jak mogłem tak zaspać?- zapytałem retorycznie
-Bardzo często to robisz- Blaise prawie się uśmiechnął
-Wiem- uśmiechnąłem się do niego delikatnie
Jest punkt! Blaise załatwiony. Niestety z Pansy nie będzie tak łatwo.
-Poczekać na Ciebie?-zapytał prawie ubrany chłopak
-Jasne, już idę, chwila-zawołałem z łazienki, ze świadomością szczęścia, że Blaise nie widzi mojego uśmiechu, bo pewnie dostał bym za niego w pysk. W mój piękny, właśnie smarowany kremikiem pyszczek. Zacząłem dziwnie do siebie mówić, zdecydowanie za dużo odosobnienia.
Na śniadaniu usiadłem obok Pansy.
-Hej Pansy-zaczepiłem dosyć szarmancko.
Niestety nie dostałem żadnej odpowiedzi. Bardzo dobrze. To oznacza że jest zdolna mi wybaczyć. I że jest świadoma tego, że mi wybaczy.
...
Po śniadaniu idąc po korytarzu poczułem swój wzrok na sobie. Zacząłem się rozglądać po wszystkich uczniach, niestety korytarz był tak zatłoczony, ze nic nie było widać.
Gdy spuściłem wzrok, znowu poczułem w podświadomości to spojrzenie. Cholera jasna no! Czego znowu?! Jednak gdy rozejrzałem się, znów nie dowiedziałem się, kto mnie obserwuje. Szybko skręciłem w boczny korytarz, aby uniknąć świdrującego wzroku. Ludzie, ja naprawdę nie mam czasu na takie pierdoły.
Na lekcji posłałem Pansy liścik.
"P.
~D."
Pansy zawsze wiedziała że nie umiem przepraszać, więc aby zaoszczędzić mi cierpień, kazała pisać P.*
Otworzyła liścik i odczytała, po czym zgniotła kartkę, co osobiście bardzo zabolało moje biedne czułe serduszko. Po chwili jednak zauważyłem, ze załamała się, i wyrwała kartkę z zeszytu.
"Nie będzie tak łatwo."-przeczytałem po chwili
Uśmiechnąłem się szeroko w jej stronę, a dziewczyna z taką jakby miłością w oczach, powróciła do pisania notatek w zeszycie. Właśnie, też powinienem to zrobić. Zabrałem się za zeszyt.
Po wejściu do pokoju wspólnego, zobaczyłem wszystkich siedzących tam Ślizgonów. Uczących się? Gandalfie przenajświętszy, co się dzieje w tym kraju.
-Cześć Pansy.
-Witaj Draco- odpowiedziała zimnym tonem, z przymrużeniem oka, i wróciła do książki.
-Siema Blaise.
-Hej Draco, mogę z tobą pogadać? Na osobności.
-Jasne, chodź.
Tak, Blaise był spoko. Mimo że Pansy traktowałem jak taką drugą mamę, to Blaise'a lubiłem najbardziej. Był... no właśnie. Po prostu był. Nie jak super Ron, ale jak taki zwykły Blaise. Rozmawialiśmy, gdy po chwili prosto z mostu zapytał mnie, czy dalej się przyjaźnimy, i czy już przegrałem ten głupi zakład. Odparłem, ze owszem, przyjaźnimy się, ale żadnego zakładu nie przegrałem. Po prostu mi się znudził. Blaise uśmiechnął się i mnie przytulił. Tak, gejowskie. Tak, obaj byliśmy gejami, którzy przytulali się, lub gdy Blaise czasem płakał w moich objęciach z powodu złamanego serca, przez jakiegoś chuja, to nawet i kilka razy się pocałowaliśmy. A co było najlepsze w tym wszystkim? Że wiedziałem że Blaise nigdy mi nie odwali niczego z "nagła miłością". Kiedyś, gdy się upiliśmy, wyznał mi, że spróbował pomyśleć o mnie jak nie o przyjacielu, tylko jak o chłopaku. Jednak stwierdził, ze ten widok po 10 sekundach go obrzydził, ponieważ nie jestem w jego typie, ani wyglądem (bezczelność!), ani charakterem, a już tym bardziej zapachem. Nie mam pojęcia o co chodzi, ale każdy chłopak Blaise'a musiał mieć TEN zapach, lub podobny. Jakikolwiek on jest. Gdy chłopak pożegnał się i wyszedł z mojego pokoju, sięgnąłem czym prędzej po pamiętnik i zapisując datę, wpisałem zdanie:
"Z przyjaciółmi trzeba się przyjaźnić, a nie tylko ich mieć."
Dzisiaj zasnąłem z uśmiechem na ustach, i niewypowiedziana ulgą w sercu.