piątek, 21 czerwca 2013

Kto chce latać, musi skoczyć cz. 5/5

Harry stał na przystanku w objęciach Hermoiny i Rona. Tak bardzo im zazdrościł, patrząc jak jego przyjaciele odjeżdżają razem, do nowego, wspólnego domu. Który wkrótce zapełnią miłością, i po prostu życiem z ukochaną osobą. Harry tak bardzo im tego zazdrościł, że mieli siebie. On był sam. Pomachał przyjacielom na pożegnanie, a gdy zniknęli za linią horyzontu, poczuł czyjś wzrok na sobie. Odwrócił się, stając twarzą w twarz z Draconem Malfoyem. Stali sami jak te słupy na pustym dworcu.
-Czego chcesz Malfoy? - zapytał, usiłując nie rzucić się od razu na niego.
-Cóż, Potter, dlaczego od razu nie rzucisz się na mnie z pięściami? Poprostu zauważyłem że zostałeś sam, ja jeszcze mam czas do przyjazdu lokaja po mnie. Może poszli byśmy napić się gdzieś kawy?
-Nie, to nie możliwe -Harry miał prawie łzy w oczach gdy uświadomił sobie całą zaistniałą sytuację
-Co? Potter, coś jest z Tobą nie tak?
-Wszystko. Nic. Chaos.
-Co jest Potter? Jaki Chao...-mina Draco nagle spoważniała, a jego oczy otworzyły się szeroko ze zdumienia -Księżyc.
-O ja pierdole.
-No nie. No po prostu kurwa no nie! Boże, czy ty to widzisz?!?
-Na gałki Merlina.
-Potter, nic nie słyszałeś. Żegnam- Draco próbował ostatecznie wyjść z twarzą, mimo był świadom, że Potter nie omieszka podłożyć nogę swojemu wrogowi, i że zaraz będzie zmuszony użyć tego biletu do Transylwanii.
Zaraz jednak Draco został zatrzymany przez silny uścisk Harrego. Po wyswobodzeniu się z niego, odwrócił się, tak by stanąć twarzą w twarz z chłopakiem.
-Czego Potter?
-Kto chce latać, musi skoczyć.
Harry pocałował Draco, szybko, nagle i brutalnie wpijając się w jego usta.
-Proszę Cie, - oderwał sie od niego Draco -przestań być taki kurwa Gryfoński. Przestań ratować ludzi, nie potrzebuję twojej pieprzonej łaski.
-To nie jest łaska. Myślisz że po 3 MIESIĄCACH codziennego rozmawiania z TOBĄ, będę psuć swoje życie, martwiąc się o innych? Ratując im życie? Nie, teraz robię to czego JA CHCĘ. A chcę tego -powiedział spoglądając na jego usta, i jednoznacznie pokazując chłopakowi, czego chce.
-Ucieknijmy- powiedział nagle Draco
-Ucieknijmy.

środa, 19 czerwca 2013

Kto chce latać, musi skoczyć cz.4/5

Dobra, a teraz uwaga, bo ostatnia część mi się najbardziej podoba i dodam ją za tydzień.. Hahaha, sama nie mogę się doczekać <genius> ;p A cześć czwarta... cóż... oto jest:
..........................................................................................................................................................

Harry od kilku dni wymieniał się myślami z nieznajomym. Nieznajomym, który wiedział więcej niż jego przyjaciele. Życie było nadal chujowe, tylko teraz miał z kim o tym rozmawiać.
-"Tak sobie myślałem, może pod koniec szkoły, powiem TO tej osobie? Myślałem nad tym przez cała noc, i chyba naprawdę to zrobię, chociaż spróbuję się z nią zaprzyjaźnić. W końcu nie mamy wpływu na to co czujemy, ale mamy wpływ na to co z tym zrobimy."
-"Jesteś szalony. Ja bym się na takie coś nie odważył, mam 100% pewność ze zostanę wyśmiany."
-"Szalony? Cóż, jak dobrze wiesz, szaleństwo jest jak grawitacja. Wystarczy lekko popchnąć. Pomyśl, koniec roku, nigdy więcej tej osoby nie zobaczę, nic nie tracę przez próbę przyjaźni. Pewności nigdy nie można mieć 100%"
-"Będę trzymać kciuki, żeby Ci się udało. Napisz później jak poszło. Mogę wiedzieć jak się nazywasz?"
-"Dobrze wiesz że Ci nie powiem, ja wiem, że Ty byś nie powiedział mnie. Już to przerabialiśmy."
-"Zawsze warto spróbować."
-"Ale jestem przedstawicielem chaosu. Wiesz co jest najważniejsze w chaosie? Jest sprawiedliwy. Możesz mi mówić Chaos."
-"Ksywka, od najbardziej lubianej złotej myśli tak? Więc, w imię mojej "Jeśli za bardzo zblizysz sie do słońca, spłoniesz." Możesz mi mówić słońce."
-"Słońce? Trochę gejowato."
-"I chuj mnie to"
-"Do tego słońce, nie pasuje takiej osobie jak ty, ty jesteś przeciwieństwem słońca. Jesteś...nie wiem... Księżycem."
-"A to nie jest gejowate?" -Harry zaśmiał się.
-"Jest, ale z wielkomiejskim szykiem."

Harry zamyślił się chwilę, napił się łyka kawy przyniesionej mu przez Zgredka, i zaczął pisać :
"Wiesz, tak kurewsko chcę. Chcę TĄ osobę. A ona mnie nie zauważa. Najgorsze nie jest to że ona nie kocha mnie. Tylko najgorzej jest gdy widzę ją, a ona patrzy się na kogoś innego. Patrzy uśmiecha, i widzę że ona tamtą osobę kocha. To widać od razu w oczach. Uwielbia tamtą osobę. I w tym momencie ja tej osoby nienawidzę."
Chłopak nigdy nie czekał tak długo na odpowiedź, aż w końcu uznał że chyba nie dostanie tak szybko odpowiedzi i położył się do łóżka.

Brunet siedział w pokoju wspólnym Gryffonów, gdy nagle kartka zaczęła się motać w jego kieszeni.
-"Wcale nie musi cię kochać cały świat, czasem wystarczy tylko jedna osoba..."
-"Dla mnie to jedna osoba za dużo. I za mało jednocześnie. Ponieważ ta osoba, o którą jest za dużo aktualnie jest uwieszona na mojej szyi, i ma nadzieje na miłość jak ze snu. A ta osoba, o którą jest za mało, siedzi nie wiem gdzie, i nie pamięta że ja istnieję."
-"Ja już przygotowuję, koniec roku już niedługo."
-"Wiem, boję się. Chyba nawet tak bardzo jak ty."
-"Nie możesz tak bardzo."
-"Uwierz, mogę. Zastanawiam się, kto będzie wybranką twojego serca."
-"Wybrankiem."
-"Co?" -Harry aż podskoczył na fotelu, zrzucając z siebie Ginny.
Zaczął przechadzać się po pokoju, jednak po kilku minutach, na kartce dalej nie widniał żaden napis. Postanowił sam zareagować.
-"Dlaczego nic nie odpisujesz?"
-"1. A co mam niby odpisać na takie pytanie? 2. Nie zamierzam z tobą więcej pisać jeśli jesteś homofobicznym hipokrytą."
-"Nie, nie jestem, po prostu zadziwiło mnie to."
-"Zacząłem sprawdzać wszystkie oferty wyjazdu za granicę. Muszę się ubezpieczyć w razie gdyby mój "wybranek" zamienił mi życie w piekło."
-"Przecież nie będziesz od razu rzucać mu się w ramiona? Mówię Ci, najpierw zaproponuj pogawędkę przy kawie."
-"Jasne, najwyżej potem będę pisać już zza granicy."
-"Musi się udać. Pamiętaj, Kto chce latać, musi skoczyć."

wtorek, 18 czerwca 2013

Kto chce latać, musi skoczyć cz.3/5

"Znowu mnie nie zauważa. To nie ma sensu, nie próbuj mi wmówić że jest inaczej." - dzisiaj to Harry zaczął rozmowę z nieznajomym
"Może masz racje. Jednak nawet jeśli Cie nie lubi, to możesz się z nim zaprzyjaźnić. Sprawić by Cie polubił."
"Łatwo Ci mówić. Może Ty pierwszy wyznaj swojej ukochanej miłość."
"A żebyś wiedział że wyznam! Założę się z tobą."
"O?"
"Cóż, jeśli Ja wyznam, to bez różnicy, co ta osoba odpowie, Ty będziesz musiał wyznać swojej."
"Ha. Naprawdę myślisz że to zrobię? Choćbym tak cholernie chciał, to ta osoba brzydzi się patrząc na mnie, a co dopiero...
Harry poczuł nagle szturchanie w ramię.
-Harry, co się stało? Nagle posmutniałeś.-Hermiona zauważała nawet niewielką zmianę na jego twarzy.
-Nic.
-Do tego cały czas piszesz coś w tym swoim zeszycie. Pierwszy raz widzę żebyś siedział tyle nad zeszytem. Musisz przestać, to Ci zabiera cały czas. Nie widzisz co się dzieje dookoła.
-Powiedziała!- chłopak wstał nagle prawie przewracając krzesło
-Harry, czekaj, nie to miałam..- jednak Harrego już nie było w pokoju.
Brunet, już na korytarzu otworzył zeszyt, w którym przechowywał "tą" kartkę i dokończył myśl:
"Do tego skąd wiesz że Cie nie okłamię?"
"Po prostu wiem, jesteśmy tacy sami.Nie okłamał byś mnie."
"Nie sądzisz że za bardzo mi ufasz? Nawet się nie znamy."
"Nie znamy? A wiemy o sobie więcej niż nasi tak zwani przyjaciele."
Chłopak juz kompletnie nie wiedział co odpisać. Dobił go moment, gdy uświadomił sobie jak bardzo nieznajomy miał rację. Woli spowiadać się nieznajomej osobie, i szukać u niej pomocy, niż u swoich przyjaciół.

-Harry! Wróciłeś! Przepraszam Cię za to co powiedziałam. Chciałam dobrze, po prostu chcę dla Ciebie dobrze.- zaraz po powrocie wpadł w objęcia Hermoiny
-Już dobrze.- odsunął Ją – Ja Ciebie też przepraszam. Zachowałem się jak skończony idiota, zareagowałem zbyt gwałtownie.
-Teraz już nieważne, choć. Seamus znowu wymyślił jakąś głupią zabawę, koniecznie musimy w nią zagrać!


Seamus wymyślił. A raczej ponowił grę sprzed kilku tygodni. Gra w prawdę, każdy miał trzymać w ręce piłeczkę prawdy, która, gdy ktoś skłamał, świeciła się na czerwono i raziła go prądem dopóki nie powiedział prawdy.
-Ginny, ilu miałaś chłopaków? -Ron
-Trzech. - odpowiedź nie została dobrze odebrana przez jej brata, co tylko potęgował fakt, że piłeczka uznała odpowiedź za prawdziwą, leżąc spokojnie w jej dłoniach
-Patty, podobał Ci się kiedykolwiek Ron? - Seamus
-Nie. -auć!- No dobra, tak.
-Harry, o co chodzi z tym zeszytem? Dlaczego cały czas masz go przy sobie, i co w nim piszesz?-Hermiona
-Mam tam kartkę, na której z kimś piszę.
Wszystkie oczy nagle z zainteresowaniem spojrzały na chłopaka, i od tej pory gdy tylko piłeczka przechodziła na jego stronę, pytania pogłębiały ich wiedzę, w czymś, o czym nie powinni wiedzieć.
-Z kim piszesz?
-Ze znajomym, przyjacielem... nie. Z kimś kto mnie rozumie.
-Czyli o czym piszesz?
-O świecie. I o ludziach. A, i o miłości.- słowa same płynęły z Harrego, mimo że tego nie chciał. Nie kontrolował tego.
-Dlaczego piszesz z nim? Nie rozmawiasz z przyjaciółmi?
-Bo ON MNIE ROZUMIE.- powiedział wyraźnie akcentując
-Dobrze, więc jak wszedłeś w posiadanie tej kartki?
-Dał mi ją Dumbledore.
-Więc to z nim piszesz?
-Nie, on dał mi ją, abym mógł z kimś porozmawiać. Dał mi ją, gdy powiedziałem że nie mogę spać w nocy. Dał mi ją, abym mógł się komuś wygadać bez konieczności uciekania przed Snapem po korytarzach w nocy.
-Więc z kim piszesz?
-Mówiłem, z kimś kto mnie rozumie.
-To już wiemy. Ale kim on jest?
-Nie wiem.
-Nie omijaj odpowiedzi, dokładnie wiesz o co mi chodzi. Jakie jest jego imię i nazwisko?
-Nie omijam. Nie mam pojęcia.
-Z jakiego jest domu?
-Nie wiem.
-A jak druga kartka weszła w jego posiadanie?
-Dałem mu ją.
-Więc jak mu dałeś tę kartkę, widziałeś jego twarz?
-Nie. Nie widziałem go, dałem mu ją, ponieważ pomyślałem że on bardziej będzie jej potrzebował aby się wygadać, to znaczy wypisać. Mogę już odejść? Chyba coś napisał.
Wszyscy skinęli głowami, na co Harry oddał piłeczkę Ginny i wyszedł.

niedziela, 16 czerwca 2013

Kto chce latać musi skoczyć cz.2/5

Dwa dni później, późnym wieczorem, dawno po kolacji, Harry Potter siedział na swoim łóżku, co rusz obracając kartkę w dłoniach. Po godzinie namysłu zdecydował się napisać.
-"Jesteś gotowy na spłatę długu?"
Harry dosyć długo patrzył się w powoli blednący napis na kartce. Po dłuższym czasie, gdy już zaczynał tracić nadzieje, na kartce, ukazał się zamaszysty, cienki, i straszliwie czarny jeden wyraz:
-"Czekam."
-"No więc życie jest do dupy, a wszyscy ludzie mnie irytują"
-"Ładnie. Ale za mało nienawiści do świata, nie widzisz tego co ja. Pamiętaj, że przestajemy szukać potworów pod naszymi łózkami, dopiero gdy zrozumiemy, że one są w nas."
-"A w nas sa największe."
-"I najbardziej złe."
-"Co nie zmienia faktu, że nienawidzę tu żyć. Mam dosyć tego tłumu."
-"Ja też."
-"Uciekniemy kiedyś, prawda?"
-"Jasne że tak. Mam dla Ciebie jeszcze jedną mądrość. Zapamiętaj, że jeżeli myślisz, iż powinieneś znajdować się w innym miejscu niż teraz, to każda sekunda, w której do tego nie dążysz, jest stratą czasu."
-"Dziękuje. Spłaciłeś dług."
-"Ja zawsze spłacam swoje długi."

Kartka po kilkunastu sekundach wyblakła, pozbywając się ostatniego zdania. Przynajmniej ktoś go zrozumiał. Już miał cel. Ucieknie, ucieknie od tego wszystkiego. Kiedyś na pewno. Kupi sobie pieprzony domek nad stawem i do końca życia będzie wylegiwał się w słońcu, a w pochmurne dni będzie łowił ryby. Ale to po Hogwarcie, musi przetrwać. Obiecał Syriuszowi, znowu, sama wzmianka o nim, sprawia ból. Przymknął oczy, jednak znużony, szybko zasnął.
Następnego dnia na eliksirach, żałował że tak szybko oddał swój "punkt" tamtemu chłopakowi. Teraz, patrząc na profesora Snape'a , przypomniał sobie jeszcze kilka rzeczy, których nienawidzi, i chciałby się z nich wyżalić. Nagle coś zaczęło mu się ruszać w kieszeni, wyjął i rozwinął kartkę, na której ukazał się napis:
-"Mogę się u Ciebie zadłużyć?"
-"Jasne, dawaj."-Harry był bardzo szczęśliwy iż ów osobnik raczył się odezwać.
-"Chodzi o to, czy wiesz co jest naprawdę poniżające?"
-"Tak?"
-"Poniżające jest kochać człowieka, który ma Cie za nic."-wydaje się, chłopak bardzie go rozumie, niż mogłoby się wydawać
-"Na pewno nie może być aż tak źle."
-"Jest, jest tak źle, nienawidzi mnie."
-"Może jest inaczej. Teraz ja dam ci radę, wiesz jak jest łatwiej, jak ja to robię? Ponieważ to zawsze jest tak, że łatwiej jest poniżać, ubliżać i ogólnie chuja kłaść na kogoś, niż przyznać że się go kocha."
-"Powiem szczerze że też tak mam. Co pieprzona nieszczęśliwa miłość tak?"
-"Tak dokładnie, a nawet bardziej."

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Kto chce latać musi skoczyć Drarry cz. 1/5

Ej, ale weźcie komentujcie, bo czuje się taka niekochana i nie wiem czy wam się podoba czy nie... Zobaczycie! Bo nie dodam nowego rozdziału jak tak dalej będzie! To jest szantaż! :)
...................................................................................................................................................................

Jako pierwszy opuścił klasę Eliksirów, chyba pierwszy raz udało mu się tak szybko wyjść. Wyjść? To złe słowo, on wypadł, praktycznie wybiegł z klasy, nie mógł dłużej tam siedzieć. Dusił się w niej. Nie tylko w niej, dusił się już w życiu. Przechodził szybkim krokiem po korytarzu, aby jak najszybciej uciec od tych wszystkich spojrzeń, należących w głównej mierze do zainteresowanych nim dziewczyn. Zazwyczaj mu to schlebiało, ale nie dzisiaj, dzisiaj chciał uciec jak najszybciej, nie zważając na glosy przyjaciół wołające go.Zupełnie zignorował krzyczących za nim ludzi i wpadł do starej nie używanej toalety dla perfektów, gdzie zamknął się w kabinie, usiadł i schował głowę pomiędzy ramiona, rozkoszując się ciszą. Po trzech głębokich wdechach, gdy postanowił wreszcie wstać, usłyszał krótki szloch.
-Halo? Jest tam ktoś? -rzucił w przestrzeń
-Nikt-odpowiedział mu głos z kabiny obok
-To dobrze, bo już myślałem że ktoś tam szlocha. Tak więc dobrze- przez wcześniejsze poirytowanie, użył sarkazmu. -A tak serio, o co chodzi? Coś się stało?
-Tak. Nie. Mam zły dzień. Tydzień. Miesiąc. Rok. Życie. Cholera jasna.
-Nie poddawaj się, gdzieś tam jest szczęście, o które warto powalczyć.
-Naprawdę w to wierzysz?
-Nie, ale wszyscy mi tak mówią.
-Ehh.. Gorzej być nie może- powiedział po chwili wahania głos zza ściany, którego Harry wciąż nie mógł rozpoznać.
-Mylisz się, gorzej być może. I będzie.
Głos zza ściany zaśmiał się chrypowato.
-Płaczesz jeszcze?
-Ja nie płakałem.
-No dobra, to ten co płakał, płacze? Bo nie wiem czy moge już iść, czy mam do niego zagadać.
-Nie płacze, nie idź. Poczekaj chwilę.
-Po co?
-Po prostu daj mu chwilę, na uspokojenie się.
Po chwili w łazience nastała nie krępująca cisza, taka, którą można dzielić tylko z niewielką liczba osób w swoim życiu.
-Już, już możesz iść.
-Nie powiesz mi kim jesteś?
-Oszalałeś? Chcę zachować resztki godności.O ile w ogóle kiedykolwiek taką miałem.-dodał cisej głos
-Co?- Harry nie dosłyszał ostatniego zdania
-Nie nic.
-Masz- dołem pomiędzy kabinami przeleciała kartka- Jakbyś chciał się kiedyś, nie wiem, wyżalić czy coś... Możesz na tym napisać, a od razu pokaże się to na mojej kartce, spokojnie, napis znika zaraz po przeczytaniu przez właściciela kartki. Więc nikt nie zobaczy, oprócz nas.
-Naprawde wierzysz w to że napiszę?
-Nie chodzi o to że ty masz napisać, masz u mnie dług. Ja pomogłem tobie, może kiedyś i Ja będę potrzebował pomocy. Narka.-Harry wyszedł z kabiny, obejrzał się na zamknięte drzwi kabiny obok, i ruszył w stronę wieży Gryffindoru.