...................................................................................................................................................................
Jako pierwszy opuścił klasę
Eliksirów, chyba pierwszy raz udało mu się tak szybko wyjść.
Wyjść? To złe słowo, on wypadł, praktycznie wybiegł z klasy,
nie mógł dłużej tam siedzieć. Dusił się w niej. Nie tylko w
niej, dusił się już w życiu. Przechodził szybkim krokiem po
korytarzu, aby jak najszybciej uciec od tych wszystkich spojrzeń,
należących w głównej mierze do zainteresowanych nim dziewczyn.
Zazwyczaj mu to schlebiało, ale nie dzisiaj, dzisiaj chciał uciec
jak najszybciej, nie zważając na glosy przyjaciół wołające
go.Zupełnie zignorował krzyczących za nim ludzi i wpadł do starej
nie używanej toalety dla perfektów, gdzie zamknął się w kabinie,
usiadł i schował głowę pomiędzy ramiona, rozkoszując się ciszą.
Po trzech głębokich wdechach, gdy postanowił wreszcie wstać,
usłyszał krótki szloch.
-Halo? Jest tam ktoś? -rzucił w
przestrzeń
-Nikt-odpowiedział mu głos z kabiny
obok
-To dobrze, bo już myślałem że ktoś
tam szlocha. Tak więc dobrze- przez wcześniejsze poirytowanie, użył
sarkazmu. -A tak serio, o co chodzi? Coś się stało?
-Tak. Nie. Mam zły dzień. Tydzień.
Miesiąc. Rok. Życie. Cholera jasna.
-Nie poddawaj się, gdzieś tam jest
szczęście, o które warto powalczyć.
-Naprawdę w to wierzysz?
-Nie, ale wszyscy mi tak mówią.
-Ehh.. Gorzej być nie może-
powiedział po chwili wahania głos zza ściany, którego Harry
wciąż nie mógł rozpoznać.
-Mylisz się, gorzej być może. I
będzie.
Głos zza ściany zaśmiał się
chrypowato.
-Płaczesz jeszcze?
-Ja nie płakałem.
-No dobra, to ten co płakał, płacze?
Bo nie wiem czy moge już iść, czy mam do niego zagadać.
-Nie płacze, nie idź. Poczekaj chwilę.
-Po co?
-Po prostu daj mu chwilę, na
uspokojenie się.
Po chwili w łazience nastała nie
krępująca cisza, taka, którą można dzielić tylko z niewielką
liczba osób w swoim życiu.
-Już, już możesz iść.
-Nie powiesz mi kim jesteś?
-Oszalałeś? Chcę zachować resztki
godności.O ile w ogóle kiedykolwiek taką miałem.-dodał cisej
głos
-Co?- Harry nie dosłyszał ostatniego
zdania
-Nie nic.
-Masz- dołem pomiędzy kabinami
przeleciała kartka- Jakbyś chciał się kiedyś, nie wiem, wyżalić
czy coś... Możesz na tym napisać, a od razu pokaże się to na
mojej kartce, spokojnie, napis znika zaraz po przeczytaniu przez
właściciela kartki. Więc nikt nie zobaczy, oprócz nas.
-Naprawde wierzysz w to że napiszę?
-Nie chodzi o to że ty masz napisać,
masz u mnie dług. Ja pomogłem tobie, może kiedyś i Ja będę
potrzebował pomocy. Narka.-Harry wyszedł z kabiny, obejrzał się
na zamknięte drzwi kabiny obok, i ruszył w stronę wieży
Gryffindoru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz