wtorek, 27 sierpnia 2013
Destroya 7
Napisałam tylko tyle :).........................................................................................................................................................................................................
Myślałem że przez sen mi przejdzie. Jednak wciąż o tym myślę. Nie tyle co o kartce, nie tyle co o ludziach, wiercących mi dziurę w brzuchu, o Pottera. Myślałem o Potterze. Cholera! Sam już nie wiem czego chcę, ale przez tą "sytuację" zacząłem patrzeć na niego... inaczej. Pod innymi względami, nie tylko jako wroga. I własnie tego miałem dosyć, że sam nie wiem czego chcę. Gdzie są do cholery Crabe i Goyle? Wyjechali dwa miesiące temu i mieli wkrótce wrócić, a ich dalej nie ma! Mógł bym się troche rozerwać. I znowu moje myśli wracają do Pottera! No kurczę! Myślałem że jak wstanę rano, nie będę o tym myśleć, jednak był pierwszą myslą po przebudzeniu. Wiem, może wezmę prysznic, i zapomnę o nim. Wziąłem ręcznik z szafy. Oczywiście, że muszę mieć swój, najlepszy, nie mogę używać takich jak inni. Sięgnąłem po żel, mydło i szampon. Mam nadzieję że pistacjowy. Nasz skrzat robi zakupy i mi wysyła, gdy nie ma mojego szapmonu, ma kupić inny, drugi najlepszy i najdroższy po moim. I musi być zapachowy, najlepiej pistacjowy. Hmmm... Nieważne, idę się umyć.
Destroya 6
Minął tydzień, ludzie zapomnieli. To znaczy, zapomnieli już po dwóch dniach. Koogo to obchodziło? Każdy wiedział, że jeśli wróg wrogowi napisał coś miłego, to musiało być to wymuszone i wymyślone. Ehh... A miało być tak pięknie. Nieważne, koniec tych rozmyślań, bo nie chcę sie spóźnić do Snapea. Wskoczę tylko jeszcze do łazienki. Cholera, albo lecę na drugi koniec szkoły, albo wchodzę do Jęczącej Marty, nie ma mowy. Chociaż... Snape będzie wkurzony. Dobra.
...
Kierując się do łazienki Jęczącej Marty, usłyszałem jakąś rozmowę, uchyliłem drzwi łazienki.
-Nie powinienem był tego robić
-Ale co zrobiłeś?!- prawie krzyczała Jęcząca Marta. Nie lubię suki.
-Ja... Zakochałem się w kimś, w kim nie powinienem. A nie mogę sie nikomu wygadać. Myślę ze on by mi pomógł, myślę że go potrzebuję. Ale sprawa wygląda tak, że on nie potrzebuje mnie.
-To idź do niego. Ja tu siedzę sama, i nie mogę iść. Siedzę tutaj tak, jak mnie zostawili. Widzisz...
-Nie pójdę do niego.
-Więc zostań tu ze mną na zawsze! Ja Ci pomogę!
-Chwila, kto to?- zawołał głos w stronę drzwi. Usłyszałem 4 szybkie kroki i nawet nie zdążyłem zareagować, gdy drzwi sie otworzyły, a stanął w nich...
-Kurwa Potter- wymsknęło mi sie
-Czego tu chcesz? Za mało Ci upokarzania mnie?-zapytał oschle
-Od tylu lat Cie upokarzam, co cie to tak nagle boli?
-Wiesz co mnie to tak NAGLE boli. Spieprzaj.
-Oh, Kiedy mówię odejdź to znaczy zostań i nie zostawiaj mnie, tak? Taki krzyk miłości- uśmiechnąłem się kpiąco
-Spierdalaj! Odpieprz sie kurwa ode mnie!- minął mnie w drzwiach, trącając barkiem- Myślałem że jesteś inny. A jesteś tak samo nic nie wartym gównem jak inni.-dodał ciszej
-Harry, zaczekaj-nie wiem dalczego ale zabolało mnie to, było mi go szkoda.
-Co?-odwrócił się, a Ja stanąłem ja wryty. Zobaczyłem łzy w oczach Złotego Chłopca!
-Ja... To nie tak. Przepraszam Cię za to co powiedziałem, nie miałem tego na myśli naprawdę. Nie martw się co do tego wszystkiego, nikomu nic nie powiedziałem i nie zamierzam. I tylko tyle chciałem Ci powiedzieć.
Harry nie wiedział co powiedzieć. Po chwili ciszy i wpatrywania się w siebie, chłopak odwrócił się i odszedł. No to zajebiscie. Nie dosć że okazałem moje uczucia przed żłotym chłopcem, jakbym nie miał już przed kim, to jeszcze spóźniłem sie na lekcje do Snapea. Myślę że nie ma sensu już na nie isć, lepiej byłoby udać się do pielęgniarki i nazmyślać, ze coś nie boli. Chwila... właśnie przypomniałem sobie zapłakane oczy Pottera, myślę że raczej nie pójdzie na tą lekcję, a nie może nie być nas obu, bo będzie to dziwnie wyglądać. Czyli jednak dostanę opieprz od Snapea.
Niepotrzebnie czasem przejmujemy się rzeczami, na które nie mamy wpływu. Najgorzej, przejmujemy się rzeczami, które nie dotyczą centralnie nas. W takich sytuacjach powinniśmy zaakceptować bieg rzeczy, i żyć dalej. Czasami trwa to chwilę, czasami lata, a czasami tygodnie, tak samo jak moja niezręczna sytuacja z panem Potterem. Czasami myślę, że byłoby łatwiej, powiedzieć wszystkim , co Potter do mnie napisał. Jedak potem uświadamiam sobie, że to by tylko pogorszyło sytuację. Pierdole to wszystko. Naprawdę, nie mam już siły do tego.
Przed snem zapisałem w pamiętniku:
"Nie masz wpływu na to co czujesz, ale masz wpływ na to, co z tym zrobisz."
"And, if You say, goodbye today, I asking to be true..."
Siema. Sprawa wygląda tak, że zamierzam tego bloga zawiesić. Nie mam komputera, weny, do pisania, i mam dużo ważniejszych spraw na głowie :) Przepraszam i wogóle. Niestety, ten mój wspaniały tablet, pozwala mi wrzucać posty, jednak nie ma enterów, czasem spacji, ani w ogóle nie jestem w stanie poprawić tekstów więc macie suche. Więc wrzucę te kilka części, które już wcześniej napisałam, i to tyle jeśli chodzi o bloga :)
Destroya 5
Rano obudziło mnie dobijanie do drzwi. Otworzylem oczy, dokładnie w momencie, gdy do pokoju wpadła Pansy. Chwila. Pansy? Jest na mnie obrażona, dlaczego przydzła do mnie i to o tej godzinie...?
-Nie zgadniesz czego sie dowiedziałam! Cały Hogwart już wie.
-Teraz sie do mnie odzywasz?
-Draco! Zamknij się i słuchaj lepiej. Wiem kto był autorem kartki dla Ciebie!
-I odzywasz się do mnie tylko z ciekawości tak? Dziekuję.
-Och, zamilcz już! Nie rozumiesz! Gdyby chodziło o normalną osobę, miałabym to gdzieś. Ale nie w tym przypadku!
-Nie może być tak źle- zaśmiałem się, nie ukrywając jenak ciekawości
-Potter!
-Co!?-natychmiastowo podniosłem się z łóżka
-Dokładnie! Cały Hogwart o tym huczy! Wiesz, jesteście wrogami, wiec ciekawe co Potter wymyślił. Powiedz, Draco.
Potter? ?To nie mozliwe, chociaż... "mogę cię: olewać, poniewierać, nie szanowac, nie usmiechać, nienawidzić"- to pasuje do Pottera. ... ale "potrzebować" ? O kurwa, czyżby złoty chłopiec...
-Draco? I? No więc co Potter ci napisał?
-To są jakieś żarty
-Draco! Co napisał?!-wztrząsneła mną podekscytowana Pansy
-Potter – się we mnie buja – leci sobie w chuja
-Jak leci w chuja? Draco, co on tam napisał ze nie chcesz powiedzieć?
-To jest straszne- wyszeptałem zdołowany i walnąłem się spowrotem na łóżko przykrywając głowę kołdrą
Obudziłem się drugi raz, muszę wstać i iść do sali na śniadanie. Jak ja kurwa spojrzę Potterowi w oczy? To jest chore. Okej, nie lubimy się, ale to nie znaczy że mam mu niszczyć życie. Wróć. Ja chcę mu zniszczyć życie, ale nie w ten sposób. To wszystko jest z dnia na dzień bardziej popieprzone. Ubrałem się, i wyjąłem pamiętnik spod łóżka, aby przeczytać kartkę miłosną. Muszę sie psychicznie przygotować na konfrontację z Potterem.
"Mogę kazać Ci wyjść, ale to nie znaczy że chcę, żebyś odszedł.
Mogę Cię olewać, ale to nie znaczy, że jesteś mi obojętny.
Mogę tobą poniewierać, ale to nie znaczy, że na to zasługujesz.
Mogę Cię nie szanować, ale to nie znaczy, że Cie nie lubię.
Mogę nie śmiać się z twoich żartów, ale to nie znaczy, że mnie nie śmieszą.
Mogę się do Ciebie nie uśmiechać, ale to nie znaczy że mi sie nie podobasz.
Mogę Cię nienawidzić, ale to nie znaczy ze cie nie kocham.
Mogę Cie potrzebować, ale to nie znaczy, że się o tym dowiesz."
To znaczy że... chce mnie mieć przy sobie, nie jestem mu obojetny, nie zasługuję na złe traktowanie , lubi mnie, śmieszą go moje zarty (tak jest! Wiedziałem że kogoś muszą śmeiszyć!), podobam mu się, kocha mnie, potrzebuje mnie. No i "Jesteś wspaniały taki, jaki jesteś". Poważnie? Wolałbym nie wiedzieć od kogo ten list. Spójrzmy na to z innej strony. Jestem gejem, Potter jest niczego sobie, zakochanym we mnie najsilniejszym czarodziejem, który pokonał Voldemorta. Bohater, uwielbiany przez wszystkich. Nic nie mówię, chcę tylko po prostu rozważyć plusy i minusy tej propozycji. Ej, chwila... Przeczytałem jeszcze raz tekst "Mogę Cie potrzebować, ale to nie znaczy, że się o tym dowiesz.". Jeśli coś złego mu się stało? Nie no, jeszcze tego brakowało żebym przejmował sie Potterem! Ughhhh.. Nieważne, idziemy jeść, bo zaraz padnę z głodu.
Wchodzę do wielkiej sali, napotykam wzrok Pottera.
Unikam wzroku Pottera.
Siadam przy stole, czuję na sobie wzrok Pottera.
Udaję że nie czuję wzroku Pottera.
Wychodząc z sali napotykam wzrok Pottera, jego spojrzenia mówi "nie mam pojęcia co zrobić, muszę wybadać sytuację w której jestem", jego spojrzenie woła "czy powiedziałeś komukolwiek? Czy zamierzasz? Co o tym myślisz?" jego spojrzenie krzyczy "rżnij mnie".
Nie, to tylko moja wyobraźnia, tak naprawdę jego spojrzenie pyta się "co zamierzasz?".
Przestań sie patrzyć Potter! Nic. Nic kurwa nie zamierzam. Nie wiem. Może. Nie! Nie chce. Nic. Po prostu... pfff ! Wypadam z Wielkiej Sali jakby się paliło i lecę po książki na lekcje, wszystko byle uniknąć oczu wszystkich, a szczególnie tych zielonych.
niedziela, 18 sierpnia 2013
Destroya
CzęśćCzwarta
Minął tydzień. Pansy się do mnie
dzisiaj uśmiechnęła. To już coś. Cholera, nie myślałem że
będzie tak trudno. Ramię w ramię z Blaisem wszedłem do Wielkiej
Sali na śniadanie. Hmm... Tosty, ale nie ma dżemu. Lubię tosty. Ale
tylko z dżemem, truskawkowym lub morelowym. Tylko. Rozejrzałem się
po stołach. Kurwa, Gryffindor i Racenlav. Po chwili wpatrywania się
w suche tosty, postanowiłem zaryzykować. Czego się w końcu nie
robi dla smacznego śniadania? Podszedłem do stołu Racenlavu.
Milanda? Cholerka, ma przed sobą pusty słoik. Ostatni słoik na tym
stole. Gryffindor. Będę się za to smażyć w piekle, czyli dzisiaj, gdy po powrocie do pokoju Blaise będzie się ze mnie śmiał. Ale nich sam
spróbuje jeść tosty z czymś innym niż dżemem. Stały tylko dwa
dżemy. Oby dwa przy wiewiórach. Jeden przy Ginny, drugi przy Ronie.
Napisałem o nim coś miłego, ale nie sądzę, żeby przestał mnie
nienawidzić. Ginny.
-Mogę dżem? My nie mamy...
-Ja będę jeszcze jadł- wtrącił się Seamus. Pieprzony gnojek.
-Mogę dżem? My nie mamy...
-Ja będę jeszcze jadł- wtrącił się Seamus. Pieprzony gnojek.
-Może nałóż sobie trochę, a oddaj
mi resztę?-zapytałem twardo
-Nie, potrzebny mi jest cały
Wiedziałem. To by było na tyle jeśli
chodzi o tosty. Dobra, ryzykujemy. W końcu do trzech razy sztuka.
Weasley, Potter, Granger.
-Mogę wziąć dżem?-wysiliłem się
na "nie opryskliwy ton, ale miły też nie"
-Zostało nam mało-odpowiedział
wiewiór
-My nie mamy w ogóle.
-Trudno, Harry jeszcze nie jadł. Musi
mu starczyć.
-Nie, spokojnie-wtrącił się Potter-
Możesz go sobie wziąć mi nie będzie potrzebny.
-Dzięki- ze zdziwienia zapomniałem że
mam być oschły, i przez przypadek powiedziałem coś miłego.
Odchodząc usłyszałem tylko:
-Harry, dlaczego oddałeś fretce
ostatni dżem?
-Pewnie stał by tutaj nie wiem ile, i
w końcu i tak byśmy mu dali dla świętego spokoju. Zaoszczędziłem
tylko czasu.
-W sumie racja. Mogłem go też zjeść
na jego oczach.
Tak, świetnie Ron, to ja o tobie takie
miłe rzeczy piszę, a Ty się tak odwdzięczasz. Właśnie usiadłem
do stołu, gdy wleciała poczta. Co dzisiaj tak dużo listów... o
kurna, faktycznie. Minął tydzień! Haha, nie mogę się doczekać,
ile ktoś się musiał na wysilać, żeby napisać o mnie coś miłego.
Po chwili wpatrywania się w cały biały sufit od latających pod
nim listów, poczułem jak jeden z nich wpada mi w dłonie. Od razu
schowałem go do szaty. Przeczytam później.
Blaise zaczął szturchać mnie w ramię.
-Co miałeś?
-Nie wiem, przeczytam później. Wiesz,
nie chcę teraz.
-Rozumiem rozumiem. Pan Malfoy boi się
okazać swojego zdziwienia na miłe słowa przy ludziach. Jeszcze
ktoś zobaczy...
-Dobra, lepiej pokazuj co ty masz.
-"Mimo że oceny tego nie
wykazują, jesteś ode mnie dużo lepszy z większości przedmiotów.
Jesteś bardzo inteligentny, tylko musisz isę postarać. Wiem co mówię, czasem ściągam z Ciebie na Zielarstwie. I czasem, na Eliksirach. ~G."-zacytował
-Nie wierze- zaśmiałem się- Jakiś
Gryfiak ściąga od Ciebie na Eliksirach!? U Snapea? Da się w ogóle?
-Nie wiem, nie próbowałem.
-Ja też nie.
-Ja też nie.
...
Po lekcjach od razu wróciłem do
dormitorium Slytherinu i rozsiadłem się na fotelu. Nikogo nie było.
Każdy poszedł się zrelaksować po lekcjach. W końcu jest piątek.
Wyjąłem kopertę z kieszeni. Czy chcę ją otworzyć? Czy chcę
wiedzieć co tam jest? Czy może od razu lepiej ją spalić? Są trzy
opcje, albo ktoś skłamał- spalić, albo nie przestrzegał reguł i
w kopercie znajdę coś obraźliwego-spalić, albo ktoś naprawdę znalazł we mnie coś miłego- ta myśl, była tym jednym procentem,
dzięki któremu postanowiłem otworzyć kopertę.
Draco Malfoy. Odwróciłem na drugą stronę, gdzie ze zdziwienia otworzyłem usta. Oczywiście szybko je zamknąłem. Siedzenie z otwartymi ustami jest nagannym zachowaniem. Jednak, cała kartka była zapisana drobnym druczkiem. Ktoś ledwo się zmieścił. Nie było to jedno czy dwa zdania jak u reszty osób. Zacząłem czytać:
Draco Malfoy. Odwróciłem na drugą stronę, gdzie ze zdziwienia otworzyłem usta. Oczywiście szybko je zamknąłem. Siedzenie z otwartymi ustami jest nagannym zachowaniem. Jednak, cała kartka była zapisana drobnym druczkiem. Ktoś ledwo się zmieścił. Nie było to jedno czy dwa zdania jak u reszty osób. Zacząłem czytać:
"Mogę kazać Ci wyjść, ale to nie znaczy że chcę, żebyś odszedł.
Mogę Cię olewać, ale to nie znaczy,
że jesteś mi obojętny.
Mogę tobą poniewierać, ale to nie
znaczy, że na to zasługujesz.
Mogę Cię nie szanować, ale to nie
znaczy, że Cie nie lubię.
Mogę nie śmiać się z twoich żartów,
ale to nie znaczy, że mnie nie śmieszą.
Mogę się do Ciebie nie uśmiechać,
ale to nie znaczy że mi się nie podobasz.
Mogę Cię nienawidzić, ale to nie
znaczy ze cie nie kocham.
Mogę Cie potrzebować, ale to nie
znaczy, że się o tym dowiesz.
Nie wierz im wszystkim, jesteś
wspaniały taki, jaki jesteś.
~G."
~G."
Ja pierdziele. Wstrząsnęło to mną.
Hahaha. Dobry żart. Ciekawe skąd ta osoba to spisała? Przykro mi będzie tej dziewczyny, ale jestem gejem. No dobra, nie będzie mi jej
szkoda ale...
Przebiegłem wzrokiem tekst. Chwila,
nie ma nigdzie nawet wyrazu, który by mówił o płci autora tekstu.
Sprytnie pomyślane. Ale nieważne już. Podszedłem do kominka żeby
spalić kartkę, ale w ostatniej chwili poczułem ze nie mogę tego
zrobić i schowałem ją w pamiętniku. Tam jej nikt nie znajdzie.
czwartek, 8 sierpnia 2013
Destroya
Część Trzecia
Gdy wstałem rano, w pokoju wspólnym
spotkałem tylko Blaise'a. Oboje zaspaliśmy. Cudownie, od niego
trzeba zacząć, wiem że szybko ulegnie. Dalej mnie lubi.
-Hej Blaise.
-Siema Draco.
-Która godzina?
-9;03
-Cholera, jak mogłem tak zaspać?-
zapytałem retorycznie
-Bardzo często to robisz- Blaise prawie się uśmiechnął
-Bardzo często to robisz- Blaise prawie się uśmiechnął
-Wiem- uśmiechnąłem się do niego
delikatnie
Jest punkt! Blaise załatwiony.
Niestety z Pansy nie będzie tak łatwo.
-Poczekać na Ciebie?-zapytał prawie
ubrany chłopak
-Jasne, już idę, chwila-zawołałem z
łazienki, ze świadomością szczęścia, że Blaise nie widzi
mojego uśmiechu, bo pewnie dostał bym za niego w pysk. W mój
piękny, właśnie smarowany kremikiem pyszczek. Zacząłem dziwnie
do siebie mówić, zdecydowanie za dużo odosobnienia.
Na śniadaniu usiadłem obok Pansy.
-Hej Pansy-zaczepiłem dosyć
szarmancko.
Niestety nie dostałem żadnej
odpowiedzi. Bardzo dobrze. To oznacza że jest zdolna mi wybaczyć. I
że jest świadoma tego, że mi wybaczy.
...
Po śniadaniu idąc po korytarzu
poczułem swój wzrok na sobie. Zacząłem się rozglądać po wszystkich uczniach, niestety korytarz był tak zatłoczony, ze nic
nie było widać.
Gdy spuściłem wzrok, znowu poczułem
w podświadomości to spojrzenie. Cholera jasna no! Czego znowu?!
Jednak gdy rozejrzałem się, znów nie dowiedziałem się, kto mnie
obserwuje. Szybko skręciłem w boczny korytarz, aby uniknąć
świdrującego wzroku. Ludzie, ja naprawdę nie mam czasu na takie
pierdoły.
Na lekcji posłałem Pansy liścik.
"P.
~D."
~D."
Pansy zawsze wiedziała że nie umiem
przepraszać, więc aby zaoszczędzić mi cierpień, kazała pisać P.*
Otworzyła liścik i odczytała, po czym zgniotła kartkę, co osobiście bardzo zabolało moje biedne czułe serduszko. Po chwili jednak zauważyłem, ze załamała się, i wyrwała kartkę z zeszytu.
"Nie będzie tak łatwo."-przeczytałem po chwili
Otworzyła liścik i odczytała, po czym zgniotła kartkę, co osobiście bardzo zabolało moje biedne czułe serduszko. Po chwili jednak zauważyłem, ze załamała się, i wyrwała kartkę z zeszytu.
"Nie będzie tak łatwo."-przeczytałem po chwili
Uśmiechnąłem się szeroko w jej
stronę, a dziewczyna z taką jakby miłością w oczach, powróciła
do pisania notatek w zeszycie. Właśnie, też powinienem to zrobić.
Zabrałem się za zeszyt.
Po wejściu do pokoju wspólnego, zobaczyłem wszystkich siedzących tam Ślizgonów. Uczących się? Gandalfie przenajświętszy, co się dzieje w tym kraju.
Po wejściu do pokoju wspólnego, zobaczyłem wszystkich siedzących tam Ślizgonów. Uczących się? Gandalfie przenajświętszy, co się dzieje w tym kraju.
-Cześć Pansy.
-Witaj Draco- odpowiedziała zimnym
tonem, z przymrużeniem oka, i wróciła do książki.
-Siema Blaise.
-Hej Draco, mogę z tobą pogadać? Na
osobności.
-Jasne, chodź.
Tak, Blaise był spoko. Mimo że Pansy
traktowałem jak taką drugą mamę, to Blaise'a lubiłem
najbardziej. Był... no właśnie. Po prostu był. Nie jak super Ron, ale
jak taki zwykły Blaise. Rozmawialiśmy, gdy po chwili prosto z mostu
zapytał mnie, czy dalej się przyjaźnimy, i czy już przegrałem
ten głupi zakład. Odparłem, ze owszem, przyjaźnimy się, ale żadnego zakładu nie przegrałem. Po prostu mi się znudził. Blaise
uśmiechnął się i mnie przytulił. Tak, gejowskie. Tak, obaj
byliśmy gejami, którzy przytulali się, lub gdy Blaise czasem
płakał w moich objęciach z powodu złamanego serca, przez jakiegoś
chuja, to nawet i kilka razy się pocałowaliśmy. A co było
najlepsze w tym wszystkim? Że wiedziałem że Blaise nigdy mi nie
odwali niczego z "nagła miłością". Kiedyś, gdy się
upiliśmy, wyznał mi, że spróbował pomyśleć o mnie jak nie o
przyjacielu, tylko jak o chłopaku. Jednak stwierdził, ze ten widok
po 10 sekundach go obrzydził, ponieważ nie jestem w jego typie, ani
wyglądem (bezczelność!), ani charakterem, a już tym bardziej
zapachem. Nie mam pojęcia o co chodzi, ale każdy chłopak Blaise'a
musiał mieć TEN zapach, lub podobny. Jakikolwiek on jest. Gdy
chłopak pożegnał się i wyszedł z mojego pokoju, sięgnąłem
czym prędzej po pamiętnik i zapisując datę, wpisałem zdanie:
"Z przyjaciółmi trzeba się
przyjaźnić, a nie tylko ich mieć."
Dzisiaj zasnąłem z uśmiechem na ustach, i niewypowiedziana ulgą w sercu.
Dzisiaj zasnąłem z uśmiechem na ustach, i niewypowiedziana ulgą w sercu.
sobota, 3 sierpnia 2013
Destroya
Hej, piszcie mi proszę, co robię źle. Chcę być lepsza w pisaniu, i nie wiem gdzie robię błędy. Miłego czytania! :)
Część Druga
Rano dostałem tą pieprzoną kartkę
od Snape'a, nie wyjmując nawet z koperty, schowałem ją do kieszeni
szaty. Otworzyłem ja dopiero po wyjściu z sali, i zapatrzyłem się
w nazwisko.
Ron Weasley.
Ron Weasley.
Co? Tak zapatrzyłem się w nazwisko,
ze nie zauważyłem ściany. Cholera, ten wiewiór? Co ja mam napisać
o nim miłego? Nie Da Się! Spojrzałem się za siebie, gdzie szła
tamta Trójka. Granger i Potter trzymali swoje kartki w kopertach, widać było że tylko wiewiór nie umiał dotrzymać tajemnicy i
aktualnie prowadził bardzo żywy monolog, o tym, co zamierza
napisać.Granger była szczęśliwa, a Potter, zasmucony (?) Pewnie
trafił równie "dobrze" jak ja. Próbowałem właśnie
zobaczyć coś dobrego w Rudym, ale niestety zobaczyłem tylko
kolejną wadę, nie umie dotrzymać tajemnicy. Chyba będę musiał
wymyślić coś miłego. Tak samo jak osoba, która wylosowała mnie.
Zaśmiałem się, co teraz mamy? Najpierw wróżbiarstwo, następnie
Eliksiry, potem kilka lekcji z Krukonami, a na samym końcu
Zielarstwo z Gryfonami. Normalnie cieszył bym się, tylko dwie
lekcję z lwami, niestety w obecnej sytuacji było to trochę za mało
żeby spróbować przyjrzeć się Wiewiórowi z dobrej strony. On w
ogóle miał taką? Przypomniałem sobie go tam, gdzie widzę
najczęściej, na wielkiej sali, jak je.. Fu! Nie kompletnie nie wiem
co mam napisać, już wolałbym Granger, przynajmniej napisał bym
coś o tym, ze umie być miła, i tyle. Po sprawie. Cholera.
Z tą myślą skierowałem się na
lekcje.
Po wróżbiarstwie szybko skierowałem
się do sali Eliksirów, miałem jeszcze trochę czasu, ale nie
mogłem się doczekać. Co ja wyprawiam?! Czuję się jak dzieciak podjarany pierwszą różdżką. Nie, to nie do przyjęcia, Czym ja
się tak przejmuję? A no tak, przejmuję się że nie dam rady
znaleźć żadnej dobrej cechy u rudego, i poddam się zadaniu, przez
co dostanę opieprz od mojego kochanego Snape'a.
Już po chwili ujrzałem trójcę
wchodzącą do sali. Rudy uśmiechnięty, i żwawo opowiadający o
czymś... mało ekscytującym dla Granger, a bardzo ekscytującym dla
Pottera. Usłyszałem nazwisko znanego gracza Quidditch'a. Już wiem,
czym się tak interesują. Siedząc w ławce, zacząłem wyobrażać
sobie, jakbym był na miotle, i wzbijał się do lotu. Za każdym
razem, gdy wznoszę się w powietrze, wręcz modlę się o jakiś
wypadek, zderzenie, cokolwiek. Byle by coś się zdarzyło. Jestem
już tak znudzony tym życiem. Wróciłem do rzeczywistości, i zacząłem oglądać Weasleya z każdej strony. Wyglądu, ughr...
Charakteru, też nie jest za dobrze. Zachowanie... Nagle zobaczyłem,
jak Rudy szturcha ramię zamyślonego Pottera, i szybko podpowiada mu
podpowiedź, zanim podejdzie zmierzający w ich kierunku profesor.
-Panie Potter, czego jeszcze trzeba
użyć, aby zważyć eliksir zmienności charakteru?
-Startych nóg jaszczurki pęczastej – Potter skrzywił się, wyobrażając sobie to
-Startych nóg jaszczurki pęczastej – Potter skrzywił się, wyobrażając sobie to
-W którą stronę mieszamy
-W prawo- widać było, ze chłopak już
zgaduje
-Źle Potter, w lewo. Minus pięć
punktów.
Przeczekałem kolejne lekcje, w większym
skupieniu niż wczoraj. Przynajmniej robiłem notatki i
odpowiedziałem dwa razy na pytanie zadane przez nauczyciela, na
jedno nie odpowiedziałem.
Zielarstwo.
Nic szczególnego, każdy wykonywał
swoje zadania. Dzisiaj poznawaliśmy niepoznawajki znakomite. Kto w
ogóle wymyślił tą nazwę? To tak jakby cieszyć się, że
zapomniało się o czymś, jak na złość, roślina jest dodawana do
eliksiru, który ma zupełnie odwrotne działanie.
Wracając myślami, do lekcji, wróć.
Wracając myślami do mojego dzisiejszego obiektu westchnięć, który
szturchnął Pottera w ramię, pokazując mu stronę w książce, i
pomagając odpowiednio zasadzić roślinę. Co ten Potter ostatnio
taki zamyślony? A co do zamyślenia, to czy Ja właśnie tego nie
robię? Cholera jasna. Jednak nie tylko ja, widać było, że
większość osób się stresuje, każdy patrzy na kogoś innego.
Pewnie większość osób jeszcze nie napisała nic o swoim
wybrańcu/wybrance, i dla nich ta lekcja również była ostatnią
nadzieją. Spojrzałem się na Bleise'a, który obok mnie w skupieniu
podsypywał roślinkę.
-Co my w ogóle robimy?-zapytałem się
-Strona 170. Po prawej stronie masz
prawidłowe sadzenie niepoznawajki.-odburknął nie odwracając nawet
wzroku od swojej pracy
No tak, może nie odzywał się do mnie
normalnie jak reszta, ale przynajmniej w porównaniu do reszty
odpowiadał mi na pytania. Phi. Otworzyłem na stronie 170. Proste
jak drut, więc dlaczego Blaise jest taki tym zainspirowany? Ach,
pewnie tylko zajmuje sobie ręce myśląc o tym, co napisze swojej
osobie. Czyli on tez jeszcze nic nie ma. Spojrzałem się na Rona,
tak, w myślach nazywałem go już Ronem, tak jest o wiele szybciej,
niźli za każdym razem wyszukiwać nowej obraźliwej ksywki.
Spojrzałem się na Rona, i... nagle wiedziałem co napisać! Tak, właśnie tak! Uff.. co za ulga.
Po skończonej lekcji zielarstwa,
udałem się do swojego pokoju, i wyciągnąłem z szuflady pod biurkiem
"moją" kartkę.
Ron Weasley
Odwróciłem na drugą stronę i napisałem:
"Umiesz być bardzo dobrym przyjacielem. Poświęcającym się. Chciałbym aby choć jeden z moich (pożalsięboże) przyjaciół, był tak oddany."
Ron Weasley
Odwróciłem na drugą stronę i napisałem:
"Umiesz być bardzo dobrym przyjacielem. Poświęcającym się. Chciałbym aby choć jeden z moich (pożalsięboże) przyjaciół, był tak oddany."
Dumny z siebie, schowałem kartkę do
koperty, i ruszyłem w stronę wielkiej sali aby zjeść kolację, a
przy okazji wrzucić do czary kopertę. Czuję się jak w pieprzonym
totolotku. Haha. Bardzo zabawne.
Muszę coś zrobić ze swoim życiem,
zaczyna mi się nudzić. Chyba muszę zacząć przepraszać Pansy. Nie
odzywa się do mnie, po tym jak po kłótni założyliśmy się, że
nie dam sobie rady bez przyjaciół. Ja mówiłem ze dam. Blaise
usłyszał kłótnię, oraz jak krzyczę, że nie są mi do niczego
potrzebni. Ech... Nie poddaję się oczywiście, po prostu chcę
wstrzymać wojnę na jakiś czas...
Odetchnąłem głęboko, i sięgnąłem
po pamiętnik. Przeleciałem wzrokiem po tekście, i otworzyłem na
następnej stronie, wpisując datę i zadnie:
"O przyjaciół trzeba dbać, inaczej przestają być przyjaciółmi i stają się tylko ludźmi."
"O przyjaciół trzeba dbać, inaczej przestają być przyjaciółmi i stają się tylko ludźmi."
Destroya
Część Pierwsza
Od rana chodzę jak we śnie, jakbym
się jeszcze tak naprawdę nie obudził. Potrzebuję... sam nie wiem
czego. Całe szczęście że dzisiaj żaden nauczyciel o nic się
mnie nie zapytał, nie umiałbym odpowiedzieć, choćbym nie wiem jak
się starał przypomnieć sobie cokolwiek.
Spoglądam na wszystkich po kolei,
Blaise'a- który odzywa się do mnie tylko czasem, Pansy- która nie
odzywa się do mnie już wcale, innych Ślizgonów- którzy odzywają
się, tylko gdy czegoś chcą, Gryfoni- oni nie odzywali się do mnie
choćby nie wiem co się stało, Granger- spotkałem ją raz samą w
bibliotece, podała mi książkę, i uśmiechnęła się, to był
najmilsze co mi się przydarzyło ostatnimi czasy, i to do tego od
szlamy, Weasley- rudzielec, owszem odzywał się do mnie, aby mnie
obrazić, Potter- kiedyś cały czas się wyzywaliśmy, ostatnio
ucichł, ciekawe co się stało. Zamyśliłem się nad tym chwilę, w
sumie wcześniej tego nie zauważyłem, ale chłopak stał się
ostatnio.. cichszy? Odrobinę milszy? Nie jakoś strasznie milutki,
po prostu, mniej opryskliwy. Nie jest to dla mnie dobre. Czyżby
Potter, przestał widzieć we mnie wroga? Czyżbym był dla niego zbyt
na dnie, nie jestem godzien jego uwagi? Kurwa.
Podczas obiadu, Dumbledore postanowił przemówić.
Podczas obiadu, Dumbledore postanowił przemówić.
-Uczniowie! Wspólnie z nauczycielami
Hogwartu, postanowiliśmy zacieśnić więzy między domami. Jutro na
śniadaniu każdy od opiekuna swojego domu dostanie kartkę, z
imieniem i nazwiskiem osoby z innego domu. Każdej osobie
przydzielony jest inny czarodziej. Każdej osobie przydzielony jest
tylko jeden czarodziej. I nikt nie wie, kto komu został
przydzielony. Macie napisać na odwrocie kartki, kilka miłych zdań,
do danej osoby, podpisać się tylko nazwą domu, i do końca
jutrzejszego dnia wrzucić do Czary ustawionej przy wejściu do sali.
Nie ma to służyć, do obrażania się. Macie napisać coś miłego,
jeśli tego nie zrobicie, zostanie o tym powiadomiony opiekun domu.
Kartki zostaną wysłane do odbiorców, pod koniec tygodnia. A teraz,
smacznego!- starzec usiadł
Pff.. Sranie w banie, coś miłego? Kto
to w ogóle wymyślił? Nie wierzę ze Snape zgodził się na to bez
uprzedniego szantażu. Coś miłego? Czy ja w ogóle umiem być miły,
dla osób, które mnie nienawidzą?
Idąc po korytarzu, zastanawiałem się
o tym że nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem. Kurwa, nienawidzę
tego uczucia. Musze zrobić coś, co da mi kopa w dupę do działania.
Chwila.. Czy to przechodził Potter? Zaśmiałem się w
myślach.
..........................................................
Leżałem w łóżku, w swoim pokoju. Cholera, może i Pomfrey wyleczyła moje rany po starciu z Potterem, ale dalej czułem się, jakby przebiegło po mnie stado koni. Rozciągnąłem się na łóżku i zapatrzyłem w sufit. Po chwili sięgnąłem ręką pod łóżko, i wyciągnąłem pamiętnik. Zwyczajowo przeczytałem cały cytat z okładki, i otworzyłem na odpowiedniej stronie, zapisując datę i zdanie:
"Niektórzy z was mnie nienawidzą, Ja z kolei nienawidzę was wszystkich."
..........................................................
Leżałem w łóżku, w swoim pokoju. Cholera, może i Pomfrey wyleczyła moje rany po starciu z Potterem, ale dalej czułem się, jakby przebiegło po mnie stado koni. Rozciągnąłem się na łóżku i zapatrzyłem w sufit. Po chwili sięgnąłem ręką pod łóżko, i wyciągnąłem pamiętnik. Zwyczajowo przeczytałem cały cytat z okładki, i otworzyłem na odpowiedniej stronie, zapisując datę i zdanie:
"Niektórzy z was mnie nienawidzą, Ja z kolei nienawidzę was wszystkich."
piątek, 2 sierpnia 2013
Destroya
Hej! Zaczynamy przygodę z czymś ciupkę dłuższym niż zazwyczaj, przeczytajcie ten wstęp. Zróbcie ten wyjątek, ponieważ jest ważne info ;) Tak więc chodzi o to, że naginam lekko ogólnie wiadome fakty w tym opowiadaniu, ludzie którzy nie żyją, u mnie żyją, czasem ktoś kto przeżył wojnę, u mnie nie żyje. I tak dalej. Ogólne fakty tez są trochę nagięte, jednak tak ładnie jest to oprawione, że się połapiecie, a nawet nie zauważycie że coś jest nie tak. Dziękuję! :D
"Nie chcę być urzeczywistnionym, zadowolonym z siebie ideałem."
PROLOG
Nie powinienem był tu przychodzić.
Nie powinno mnie tu być. Po co tu jestem?
W tej sytuacji nie mogłem się już
cofnąć, musiałem iść do przodu. Musiałem dowiedzieć się co
oni robią. Wychyliłem się zza rogu i rozejrzałem po piwnicy
jednego lokalu w Hogsmeade. Po chwili ujrzałem Snape'a
rozmawiającego z Luplinem. O co chodzi? Przysunąłem się bliżej,
żeby lepiej słyszeć, mimo to słyszałem tylko urywki szybkich
poplątanych wypowiedzi. Zauważyłem, że Snape wyciągnął
różdżkę. Musiałem uciec stamtąd jak najszybciej.
Wracając do Hogwartu zastanawiałem się, co oni tam robili. Do tego, Snape i Luplin? To jakby... bratać się z wrogiem, lub nie, w końcu różdżka Snape'a. Mój geniusz zazwyczaj podpowiadał mi, o co chodzi. Ale tym razem, w mojej głowie gościła pustka. Spojrzałem się za siebie. Nikogo nie było, a słyszałem jakiś szmer. Nie chodzi o to żebym się bał, przecież Malfoyowie nigdy się nie boją, po prostu czułem naglą chęć oddalenia się z tego miejsca. Nagle ujrzałem jakiś cień, przesuwający się wśród drzew. Cholera jasna. Drugi cień. I trzeci. Zauważyłem coś dziwnego, wiec postanowiłem to sprawdzić. Pieprzona moja ciekawość. Pięć minut drogi za cieniami, znalazłszy się na jakiejś a'la polance w lesie, postaci zatrzymały się.
Wracając do Hogwartu zastanawiałem się, co oni tam robili. Do tego, Snape i Luplin? To jakby... bratać się z wrogiem, lub nie, w końcu różdżka Snape'a. Mój geniusz zazwyczaj podpowiadał mi, o co chodzi. Ale tym razem, w mojej głowie gościła pustka. Spojrzałem się za siebie. Nikogo nie było, a słyszałem jakiś szmer. Nie chodzi o to żebym się bał, przecież Malfoyowie nigdy się nie boją, po prostu czułem naglą chęć oddalenia się z tego miejsca. Nagle ujrzałem jakiś cień, przesuwający się wśród drzew. Cholera jasna. Drugi cień. I trzeci. Zauważyłem coś dziwnego, wiec postanowiłem to sprawdzić. Pieprzona moja ciekawość. Pięć minut drogi za cieniami, znalazłszy się na jakiejś a'la polance w lesie, postaci zatrzymały się.
-Chyba już dobrze.
-Okej, ściągamy.
Postacie zdjęły płaszcze.
-Harry, gdzie zostawiłeś pelerynkę
niewidkę?
-Nie jestem pewny
-Pomyśl. Wiesz, nam będzie trochę ciężko ją samym znaleźć.
Zaśmiałem się po cichu, i wkroczyłem
na polankę.
-Co my tu mamy, Potter, Granger,
Weasley.
-Spieprzaj, Malfoy.-odezwał się rudzielec
-Spieprzaj, Malfoy.-odezwał się rudzielec
-Co dzieci robią w środku nocy, nie
boją się chodzić same?- olałem obrazę z ust rudego
-Powiedział.- odezwała się mądralińska- Czego chcesz?
-Powiedział.- odezwała się mądralińska- Czego chcesz?
-A co nas obchodzi, czego chce?-zapytał
dziewczyny rudzielec- Spieprzaj i tyle.-skierował się do mnie
-Ron, spokojnie.- odezwał się
pieprzony kurwa Potter.- Malfoy, może oboje nic nie widzieliśmy,
co?
-Uwierz mi, ze chciałbym nie widzieć
tego, co dzisiaj widziałem.- powiedziałem, przypominając sobie
sytuację z Snapem i Luplinem, po czym bez słowa odwróciłem się i
odszedłem.
Normalnie mieliby przejebane, ale po dzisiejszych wrażeniach, nie miałem ochoty na dalsze przygody.
Oni są takimi przyjaciółmi, zrobią
dla siebie wszystko. Dla mnie nikt by się nie poświęcił.
Chociaż.. ja zrobię dla siebie wszystko. Zaśmiałem się, i
ruszyłem dalej w stronę Hogwartu.
Siedząc w swoim przytulnym pokoiku, wyciągałem spod łóżka ukryty pamiętnik, który specjalnie
zaczarowany, ukazywał się tylko i wyłącznie na mój rozkaz. Nie
mogłem pozwolić komukolwiek go zobaczyć. Starym zwyczajem
przetarłem okładkę, i przeczytałem widniejący napis:
"Obym
tak nigdy się nie zrealizował.
Obym tak nigdy nie znalazł zadowolenia.
Obym tak nigdy nie stał się idealny."
Obym tak nigdy nie znalazł zadowolenia.
Obym tak nigdy nie stał się idealny."
Obróciłem pamiętnik i przeczytałem
napis, na odwrocie:
"Nie chcę być urzeczywistnionym, zadowolonym z siebie ideałem."
Jest to zakończenie cytatu na
początku, ten cytat otwiera i zamyka całe moje życie, które jest
w moim pamiętniku. Odkąd tylko pamiętam, codziennie wieczorem
wpisywałem datę, i jedno zdanie, podsumowujące dany dzień.
Otworzyłem pamiętnik, na następnej czystej stronie, zapisałem datę, i zdanie:
"W miarę posuwania się po osi czasu szansa na przeżycia spada w końcu do zera dla każdego."
"W miarę posuwania się po osi czasu szansa na przeżycia spada w końcu do zera dla każdego."
czwartek, 18 lipca 2013
Walcz, jakbyś nigdy nie przegrał. cz3/3
Żadna sprawa nie jest przegrana, dopóki choć jeden głupek o nią walczy.
-Pieprzony pedał! - słyszałem z
oddali na korytarzu głos Blaise'a. Szybko zacząłem biec w tamtym
kierunku, im bliżej byłem, tym więcej ludzi musiałem potrącić,
żeby dotrzeć na miejsce. ''Niezłe widowisko się zebrało"
pomyślałem. Gdy przedarłem się przez ostatnie osoby, i zobaczyłem
Blaise'a bijącego Harrego, który kulił sie na podłodze, w
pierwszym momencie stanąłem jak słup soli, i nie wiedziałem co
robić. Przyjaciół Harrego trzymali inni Ślizgoni.
-Śmieć! Wypierdalaj do swoich
kochanych mugoli!- krzyczał Blaise i coraz mocniej bił Harrego. Po
chwili pozbierałem się, i przypominając sobie obietnicę, daną
chłopakowi, rzuciłem się na Blaise'a, który nie wiedział co się
dzieje. Ostatecznie wyciągnąłem różdżkę.
-Drętwota!- zaczarowałem Blaise'a i
rzuciłem się by pomóc Harremu. Nikt nawet się nie ruszył, aby mi
pomóc. Pewnie byli zbyt zdziwieni. Przewiesiłem więc rękę Harrego
sobie przez ramię, i udałem się do Pani Pomfrey.
Harry dostał leki uspokajające, i
usypiające, przez które przespał trzy dni. Pani Pomfrey
powiedziała, że to konieczne, ponieważ doznał obrażeń
wewnętrznych. Pani Pomfrey zlitowała się nade mną, i zwolniła
mnie z lekcji na te trzy dni, mówiąc innym nauczycielom, że Ja
również odniosłem obrażenia, i muszę odpocząć. Nie była to do
końca prawda, jednak błagałem ją o to, przez całe popołudnie,
aż w końcu uległa. Byłem pierwszą osobą, którą Harry zobaczył
po przebudzeniu. Ucieszyłem się jak dziecko.
Z nadmiaru emocji, zapomniałem się co
Ja w ogóle robię. Rzuciłem się na ukochanego przytulając go z
całej siły. Pocałowałem go. Przez przypadek, przysięgam!
Skorzystałem z okazji, póki chłopak był jeszcze w szoku i nie
mógł nic powiedzieć, wiec odwróciłem się do drzwi z zamiarem
wyjścia z sali, jednak w drzwiach zobaczyłem Super Trójcę. Czyli
Granger i dwójkę Wasleyów. Szlag, nie mieli kiedy przyjść,
prawda? Dlaczego zawsze tak jest!?
Ruda wiewióra podbiegła do mnie,
spróbowała mnie uderzyć, jednak zatrzymałem jej rękę (wystarczy
mi już, że pozwalam bić się Harremu), jednak Pieprzona Ruda
Wiewióra kopnęła mnie w kość piszczelową. Cholerna suka! Kazała
mi ładnie mówiąc ''wypierdalać od jej Harrego" chwila, JEJ
Harrego!? Chyba w snach. Super Trójca minęła mnie jak gówno, i
podeszła do Pottera.
Zrozumiałem, że to jest świat
Złotego, ta trójka. Możliwe ze ożeni się z Ginny. To są jego
przyjaciele. Postanowiłem wyjść stamtąd jak najszybciej,
ponieważ widok ich szczęśliwych przyprawiał mnie o skurcz jelit.
Jestem bolącym skurczem jelit Joego.
Harry chyba już wyszedł z szoku, bo
gdy wychodziłem krzyknął:
-Zaczekaj! Draco, czekaj!
Odwróciłem się.
-Zostań, a wy wyjdźcie na chwilę.
-Harry wstał z łóżka, mimo bólu malującego się na jego twarzy
Trója od razu rzuciła się na pomoc,
wzajemnie przekrzykując, że ja mam wyjść, a Złoty Chłopiec, ma
się położyć.
-Wyjdźcie, muszę porozmawiać z
Draco.
-Harry, musisz odpoczywać. Nie ma
sensu, żeby on tu był.- powiedziała Granger
-Wypierdalać! Wszyscy!-Złoty odtrącił
ich ręce- Raz!
Super Trójca wyszła, nie zapominając
potracić mnie po drodze. Matko, czasem jednak cieszę się że wzrok
nie może zabijać.
Szybko podbiegłem do Harrego i
złapałem go za ramiona, ponieważ cały czas chwiał się, jakby
miał upaść. A on po prostu jakby zapomniał o wszystkim, spojrzał
się na mnie tymi zielonymi oczami, i po chwili poczułem jego wargi
na swoich.
-Powstrzymałem Cię przed złamaniem
obietnicy.- zaśmiał się lekko
-Jak?
-Przecież przed chwilą chciałeś
wyjść, a mówiłeś że nigdy mnie nie zostawisz, ani nie
skrzywdzisz. Przed chwilą chciałeś zrobić oby dwie te rzeczy.
-Nigdy Cie nie zostawię, i zawsze będę
Cie bronił. Choćby nie wiem co się działo.
-Dlaczego?
-Bo Cie kocham.- uśmiechnąłem się
nieśmiało (chyba pierwszy raz w życiu!)
-No w końcu to powiedziałeś. -
wyszczerzył się Harry
-Hej, Harry- powiedziałem leżąc na
chłopaku
-Hmm..?
-Ale wiesz że Ja dalej będę starym
okrutnym Malfoyem?
-Wiem.
-I żadnych czułości w obecności
kogokolwiek.
-Mamy sie ukrywać?! - Harry poderwał
się
-Nie! Co Ci przyszło do głowy! Jak w
ogóle mogłeś o tym pomyśleć?
-Sam to powiedziałeś, jesteś
Malfoyem.
-Tak.- westchnąłem- Dla nich.
Trzymanie się za ręce, czy siedzenie razem. Jest okej. Ale mówienie
przy ludziach "czułymi słówkami" czy całowanie się.
Odpada. Te widoki są tylko dla mnie. Osobiście.
Harry uśmiechnął się, i zaczął
bawić się moimi włosami.
-"Wielki, zły i okrutny Pan
Malfoy" powraca tak? Masz rację, nie możesz stracić resztek
dumy.- zachichotał
-Yhymmm..-podobało mi się mizianie po
głowie- Drań.
-Ja Ciebie też.
Walcz, jakbyś nigdy nie przegrał. cz.2/3
Być może samodoskonalenie nie jest sposobem na życie.
Być może tym sposobem jest samodestrukcja.
Być może tym sposobem jest samodestrukcja.
-Wiesz...- Harry po raz pierwszy odzywa
się, odkąd siedzimy razem. - Czuję się stracony. W tym wszystkim. Czuję, że już więcej nie mogę osiągnąć, to koniec.
Mówię: „Nigdy nie czuj się
skończony”. Mówię: „Przestań być doskonały”. Mówię:
„Ewoluujmy”.
Harry patrzy się na mnie, i uśmiecha
się. I w tym momencie pęka mi serce, i zdaję sobie sprawę, że
nie mogę tu więcej przychodzić. Nie mogę, siedzieć obok niego,
patrzeć się na niego, i rozmawiać z nim, ze świadomością, że
nigdy nie będzie mój, że nigdy go nawet nie dotknę.
Więc następnego dnia nie przychodzę
nad staw, ani następnego. Ani żadnego kolejnego dnia mnie tam nie
ma. Odnalazłem wolność, którą daje utrata nadziei. Wszystko co
kiedykolwiek kochałeś, odrzuci cię, albo umrze. Ja temu
zapobiegłem, zapobiegłem odrzuceniu.
Codziennie na korytarzu szkolnym mijam
się z Potterem. Przez pierwsze trzy dni widziałem, jak szukał mnie
wzrokiem, gdziekolwiek nie byliśmy. Potem przestał.
Idąc teraz po Hogwarcie, wśród moich
znajomych Ślizgonów, widzę idącego z naprzeciwka, otoczonego
Gryfonami, Harrego. Złoty Chłopiec zatrzymuje się przede mną, z
zaciętą miną, a ja czekam na atak, ze świadomością, że
cokolwiek powie, będzie boleć, a ja nie będę umiał mu
odpowiedzieć. Mam już przed oczami obraz, gdzie stoję, z
zamkniętymi oczami, ulegając wszystkim obelgom.
-Dlaczego nie przychodzisz?! Pieprzony,
Ślizgon! Masz gówno a nie honor!-chwila ciszy- To była jedyna realna rzecz w
moim życiu, a Ty ją zniszczyłeś.- widać już grupkę gapiów,
czekających na bójkę. Widzę zdziwienie w oczach Gryfonów, oraz
czekających na znak, gotowych do walki moich Ślizgonów.
Blaise rzucił się do przodu, jednak
szybko go powstrzymałem.
-Zostaw go.- mówię, i odwracam wzrok
na Harrego, jednak uginam się pod spojrzeniem zielonych oczu, i
zaczynam patrzeć się na jego klatkę piersiową. Przez chwilę
ciszy słychać zatrzymywanie oddechów, przez gapi, czekających na
rozpętanie wojny pomiędzy dwoma domami. Wtedy Ja ostatkiem sił
spoglądam w te piękne zielone oczy i mówię;
-Przepraszam.
Dalej czuję piekący mnie policzek. Harry uderzył mnie, i odszedł. Zatrzymałem Ślizgonów przed
kontratakiem , i kazałem im wrócić do siebie. Może mnie
nienawidzi, i dobrze. Jednak Ja go kocham, tak w końcu umiem
przyznać się przed samym sobą, że go kocham, i nie pozwolę aby coś mu się stało. Choćby i za cenę mojego życia.
Po bezsennych nocach, człowiek nie ma
pojęcia co jest prawdą. Wszystko jest kopią kopii kopii. Chciałem
znowu zacząć spać więc postanowiłem naprawić swój błąd,
wytłumaczyć się, choćby miał mnie wyśmiać.
Idąc nad staw poczułem się tak jak
wcześniej, poczułem ulgę, i szczęście, że znowu go spotkam.
I był tam, siedział tam gdzie zawsze.
Podszedłem do niego od tyłu, i po chwili zastanowienia usiadłem.
Harry ze zdziwieniem odwrócił się w moja stronę, i wtedy ujrzałem
łzy w jego oczach. Już miałem się odezwać, gdy chłopak rzucił
się na mnie i mocno przytulił. Zrobił coś, o czym od czasu
kłótni, nie mogłem nawet marzyć. Również się do niego
przytuliłem, i pod wpływem emocji, z moich oczu poleciało kilka
kropel łez. Nie płakałem, to było tylko kilka zdradzieckich
kropelek.
-Nie mogę siedzieć tu sam. Dlaczego
mnie zostawiłeś? Proszę, czuje się jak śmieć, jakby ktoś
skorzystał ze mnie, a gdy już jestem niepotrzebny, wyrzucił. Chcę tylko wiedzieć, dlaczego?
-Przepraszam, nie mogę Ci tego
powiedzieć. Pewnie znowu być mnie uderzył. Ale obiecuję, ze nigdy
już Cie nie zostawię.
środa, 17 lipca 2013
Walcz, jakbyś nigdy nie przegrał. cz.1/3
Musisz zaakceptować ewentualność, że
Bóg nie lubi cię, nigdy cię nie chciał i prawdopodobnie cię
nienawidzi.
Oto może życie mijając z każdą
kolejną minutą. -myślał Draco, patrząc na prowadzącego lekcję
Snape'a. Każdy dzień tak samo, wstaje, idę na śniadanie, potem na
lekcje, wracam, jem obiad, odrabiam lekcje, kolacja, spać. Spanie,
kocham ten stan, gdy nie ma mnie dla nikogo. Nikt nie wie, o czym
śnię, wszystko jest tylko w mojej głowie. Każdego wieczoru
umierałem i rodziłem się na nowo. Wskrzeszano mnie.
Przeleciałem wzrokiem po klasie,
zauważając uwieszoną na Potterze Wasleyównę. Zdenerwowany,
szybko wyrwałem kartkę, i składając z niej ptaka, wysłałem go,
aby podleciał do głowy Pottera i zaczął w nią niemiłosiernie
dziobać. Biedny chłopaczek po nieudolnej próbie schwycenia mojego prezentu, musiał schować głowę pod kaptur. Pieprzona Ruda Wiewióra
złapała papierowego ptaka, zgniotła i cisnęła nim na moją
ławkę. Jedyne co mogłem w tej sytuacji zrobić, to spojrzeć na
nią z moim ulubionym kpiącym uśmiechem, i kilka razy cmoknąć w
jej stronę.
Jak mogłem współzawodniczyć o
względy Pottera? Osoby, która mnie nienawidzi?
Jestem Wściekłym, Rozjuszonym Poczuciem Odtrącenia Joego. Lubiłem tak o sobie mówić, od kiedy obejrzałem film Fight club. Mugole czasem naprawdę umieją zrobić coś dobrego. Czasem.
Jestem Wściekłym, Rozjuszonym Poczuciem Odtrącenia Joego. Lubiłem tak o sobie mówić, od kiedy obejrzałem film Fight club. Mugole czasem naprawdę umieją zrobić coś dobrego. Czasem.
Ponieważ nie mogę sięgnąć dna, nie
mogę zostać ocalony. Dnem jest przestanie być Malfoyem, ocaleniem
jest... Potter. Jesteśmy zupełnie inni, pod każdym względem. Nie
mogę przestać być sobą, aby być kimś podobnym do niego.
-Pan Potter! Dziś bez obstawy?-
zaśmiałem się widząc go samego na pustym korytarzu. Co on tu robi
o tej porze? -zastanawiałem się.
-Odczep się Malfoy. Musisz mnie
denerwować? Czy naprawdę chcesz, żebym znowu sprał tę twoją
buźkę?!- krzyknął wyzywająco
-Ja po prostu nie chcę umrzeć bez
kilku blizn. - wysiliłem sie na jak najmilszy ton
-Spierdalaj.- Harry odwrócił się i
odszedł
Ech, ideał trwa tylko przez moment. Więcej nie można od niego wymagać.- powiedziałem do siebie.Postanowiłem jednak spierdolić sprawę do końca, i poszedłem za Złotym Chłopcem.
Ech, ideał trwa tylko przez moment. Więcej nie można od niego wymagać.- powiedziałem do siebie.Postanowiłem jednak spierdolić sprawę do końca, i poszedłem za Złotym Chłopcem.
Obserwowałem jak siedzi nad stawem, i
przez godzinę bez słowa wpatruje się w wodę. Potem wstaje,
otrzepuje się, i wraca do swojego dormitorium. Od tamtej pory robiłem
to codziennie. Siedziałem ukryty za drzewem i obserwowałem Harrego.
Mogłem do woli napatrzeć się na jego twarz. I co najdziwniejsze,
siedziałem tam ze świadomością, że tylko Ja widzę TĄ stronę
chłopaka. Normalnie się tak nie zachowuje, jest królem. A tutaj?
Jakby chciał się ukryć, zostać tutaj na zawsze. W szkole zawsze
widać, że o czymś myśli. Tutaj, jego twarz oblewa błogi spokój.
Pewnej nocy, gdy jak zwykle go
obserwowałem. Odezwał się, po raz pierwszy.
-Może powiesz w końcu, czego chcesz,
zamiast bezczynnie się patrzeć?- dopiero po chwili zorientowałem
się, że mówi do mnie. Pierwszy raz w życiu, naprawdę nie
wiedziałem co mam powiedzieć. Zostałem zdemaskowany.
Wyszedłem zza drzewa, i usiadłem obok
niego, bez słowa zacząłem wpatrywać się w wodę.
Tak mijały nam kolejne noce. Nie
rozmawialiśmy ze sobą, za dnia dalej się nienawidziliśmy. Po
około dwóch tygodniach zorientowałem się, co znaczyło moje
zachowanie względem chłopaka. Oczywiście, sam uważałem się za
100% geja, ale Potter?
piątek, 21 czerwca 2013
Kto chce latać, musi skoczyć cz. 5/5
Harry stał na przystanku w objęciach
Hermoiny i Rona. Tak bardzo im zazdrościł, patrząc jak jego
przyjaciele odjeżdżają razem, do nowego, wspólnego domu. Który
wkrótce zapełnią miłością, i po prostu życiem z ukochaną
osobą. Harry tak bardzo im tego zazdrościł, że mieli siebie. On
był sam. Pomachał przyjacielom na pożegnanie, a gdy zniknęli za
linią horyzontu, poczuł czyjś wzrok na sobie. Odwrócił się,
stając twarzą w twarz z Draconem Malfoyem. Stali sami jak te słupy
na pustym dworcu.
-Czego chcesz Malfoy? - zapytał,
usiłując nie rzucić się od razu na niego.
-Cóż, Potter, dlaczego od razu nie
rzucisz się na mnie z pięściami? Poprostu zauważyłem że
zostałeś sam, ja jeszcze mam czas do przyjazdu lokaja po mnie. Może
poszli byśmy napić się gdzieś kawy?
-Nie, to nie możliwe -Harry miał
prawie łzy w oczach gdy uświadomił sobie całą zaistniałą
sytuację
-Co? Potter, coś jest z Tobą nie tak?
-Wszystko. Nic. Chaos.
-Co jest Potter? Jaki Chao...-mina
Draco nagle spoważniała, a jego oczy otworzyły się szeroko ze
zdumienia -Księżyc.
-O ja pierdole.
-No nie. No po prostu kurwa no nie!
Boże, czy ty to widzisz?!?
-Na gałki Merlina.
-Potter, nic nie słyszałeś. Żegnam-
Draco próbował ostatecznie wyjść z twarzą, mimo był świadom,
że Potter nie omieszka podłożyć nogę swojemu wrogowi, i że zaraz
będzie zmuszony użyć tego biletu do Transylwanii.
Zaraz jednak Draco został zatrzymany
przez silny uścisk Harrego. Po wyswobodzeniu się z niego, odwrócił
się, tak by stanąć twarzą w twarz z chłopakiem.
-Czego Potter?
-Kto chce latać, musi skoczyć.
Harry pocałował Draco, szybko, nagle
i brutalnie wpijając się w jego usta.
-Proszę Cie, - oderwał sie od niego
Draco -przestań być taki kurwa Gryfoński. Przestań ratować ludzi,
nie potrzebuję twojej pieprzonej łaski.
-To nie jest łaska. Myślisz że po 3
MIESIĄCACH codziennego rozmawiania z TOBĄ, będę psuć swoje
życie, martwiąc się o innych? Ratując im życie? Nie, teraz robię
to czego JA CHCĘ. A chcę tego -powiedział spoglądając na jego
usta, i jednoznacznie pokazując chłopakowi, czego chce.
-Ucieknijmy- powiedział nagle Draco
-Ucieknijmy.
środa, 19 czerwca 2013
Kto chce latać, musi skoczyć cz.4/5
Dobra, a teraz uwaga, bo ostatnia część mi się najbardziej podoba i
dodam ją za tydzień.. Hahaha, sama nie mogę się doczekać <genius>
;p A cześć czwarta... cóż... oto jest:
..........................................................................................................................................................
..........................................................................................................................................................
Harry od kilku dni wymieniał się
myślami z nieznajomym. Nieznajomym, który wiedział więcej niż
jego przyjaciele. Życie było nadal chujowe, tylko teraz miał z kim
o tym rozmawiać.
-"Tak sobie myślałem, może pod
koniec szkoły, powiem TO tej osobie? Myślałem nad tym przez cała
noc, i chyba naprawdę to zrobię, chociaż spróbuję się z nią
zaprzyjaźnić. W końcu nie mamy wpływu na to co czujemy, ale mamy
wpływ na to co z tym zrobimy."
-"Jesteś szalony. Ja bym się na
takie coś nie odważył, mam 100% pewność ze zostanę wyśmiany."
-"Szalony? Cóż, jak dobrze
wiesz, szaleństwo jest jak grawitacja. Wystarczy lekko popchnąć.
Pomyśl, koniec roku, nigdy więcej tej osoby nie zobaczę, nic nie
tracę przez próbę przyjaźni. Pewności nigdy nie można mieć
100%"
-"Będę trzymać kciuki, żeby Ci
się udało. Napisz później jak poszło. Mogę wiedzieć jak się
nazywasz?"
-"Dobrze wiesz że Ci nie powiem,
ja wiem, że Ty byś nie powiedział mnie. Już to przerabialiśmy."
-"Zawsze warto spróbować."
-"Ale jestem przedstawicielem
chaosu. Wiesz co jest najważniejsze w chaosie? Jest sprawiedliwy.
Możesz mi mówić Chaos."
-"Ksywka, od najbardziej lubianej
złotej myśli tak? Więc, w imię mojej "Jeśli za bardzo
zblizysz sie do słońca, spłoniesz." Możesz mi mówić
słońce."
-"Słońce? Trochę gejowato."
-"I chuj mnie to"
-"Do tego słońce, nie pasuje
takiej osobie jak ty, ty jesteś przeciwieństwem słońca. Jesteś...nie wiem...
Księżycem."
-"A to nie jest gejowate?"
-Harry zaśmiał się.
-"Jest, ale z wielkomiejskim
szykiem."
Harry zamyślił się chwilę, napił
się łyka kawy przyniesionej mu przez Zgredka, i zaczął pisać :
"Wiesz, tak kurewsko chcę. Chcę
TĄ osobę. A ona mnie nie zauważa. Najgorsze nie jest to że ona
nie kocha mnie. Tylko najgorzej jest gdy widzę ją, a ona patrzy się
na kogoś innego. Patrzy uśmiecha, i widzę że ona tamtą osobę
kocha. To widać od razu w oczach. Uwielbia tamtą osobę. I w tym
momencie ja tej osoby nienawidzę."
Chłopak nigdy nie czekał tak długo na
odpowiedź, aż w końcu uznał że chyba nie dostanie tak szybko
odpowiedzi i położył się do łóżka.
Brunet siedział w pokoju wspólnym
Gryffonów, gdy nagle kartka zaczęła się motać w jego kieszeni.
-"Wcale nie musi cię kochać cały
świat, czasem wystarczy tylko jedna osoba..."
-"Dla mnie to jedna osoba za dużo.
I za mało jednocześnie. Ponieważ ta osoba, o którą jest za dużo
aktualnie jest uwieszona na mojej szyi, i ma nadzieje na miłość
jak ze snu. A ta osoba, o którą jest za mało, siedzi nie wiem
gdzie, i nie pamięta że ja istnieję."
-"Ja już przygotowuję, koniec
roku już niedługo."
-"Wiem, boję się. Chyba nawet
tak bardzo jak ty."
-"Nie możesz tak bardzo."
-"Uwierz, mogę. Zastanawiam się,
kto będzie wybranką twojego serca."
-"Wybrankiem."
-"Co?" -Harry aż podskoczył
na fotelu, zrzucając z siebie Ginny.
Zaczął przechadzać się po pokoju,
jednak po kilku minutach, na kartce dalej nie widniał żaden napis.
Postanowił sam zareagować.
-"Dlaczego nic nie odpisujesz?"
-"1. A co mam niby odpisać na
takie pytanie? 2. Nie zamierzam z tobą więcej pisać jeśli jesteś
homofobicznym hipokrytą."
-"Nie, nie jestem, po prostu
zadziwiło mnie to."
-"Zacząłem sprawdzać wszystkie
oferty wyjazdu za granicę. Muszę się ubezpieczyć w razie gdyby
mój "wybranek" zamienił mi życie w piekło."
-"Przecież nie będziesz od razu
rzucać mu się w ramiona? Mówię Ci, najpierw zaproponuj pogawędkę przy
kawie."
-"Jasne, najwyżej potem będę
pisać już zza granicy."
-"Musi się udać. Pamiętaj, Kto
chce latać, musi skoczyć."
wtorek, 18 czerwca 2013
Kto chce latać, musi skoczyć cz.3/5
"Znowu mnie nie zauważa. To nie
ma sensu, nie próbuj mi wmówić że jest inaczej." - dzisiaj
to Harry zaczął rozmowę z nieznajomym
"Może masz racje. Jednak nawet
jeśli Cie nie lubi, to możesz się z nim zaprzyjaźnić. Sprawić
by Cie polubił."
"Łatwo Ci mówić. Może Ty
pierwszy wyznaj swojej ukochanej miłość."
"A żebyś wiedział że wyznam!
Założę się z tobą."
"O?"
"Cóż, jeśli Ja wyznam, to bez
różnicy, co ta osoba odpowie, Ty będziesz musiał wyznać swojej."
"Ha. Naprawdę myślisz że to zrobię? Choćbym tak cholernie chciał, to ta osoba brzydzi się
patrząc na mnie, a co dopiero...
Harry poczuł nagle szturchanie w
ramię.
-Harry, co się stało? Nagle
posmutniałeś.-Hermiona zauważała nawet niewielką zmianę na jego
twarzy.
-Nic.
-Do tego cały czas piszesz coś w tym
swoim zeszycie. Pierwszy raz widzę żebyś siedział tyle nad
zeszytem. Musisz przestać, to Ci zabiera cały czas. Nie widzisz co
się dzieje dookoła.
-Powiedziała!- chłopak wstał nagle
prawie przewracając krzesło
-Harry, czekaj, nie to miałam..-
jednak Harrego już nie było w pokoju.
Brunet, już na korytarzu otworzył
zeszyt, w którym przechowywał "tą" kartkę i dokończył
myśl:
"Do tego skąd wiesz że Cie nie
okłamię?"
"Po prostu wiem, jesteśmy tacy
sami.Nie okłamał byś mnie."
"Nie sądzisz że za bardzo mi
ufasz? Nawet się nie znamy."
"Nie znamy? A wiemy o sobie więcej
niż nasi tak zwani przyjaciele."
Chłopak juz kompletnie nie wiedział
co odpisać. Dobił go moment, gdy uświadomił sobie jak bardzo
nieznajomy miał rację. Woli spowiadać się nieznajomej osobie, i
szukać u niej pomocy, niż u swoich przyjaciół.
-Harry! Wróciłeś! Przepraszam Cię
za to co powiedziałam. Chciałam dobrze, po prostu chcę dla Ciebie
dobrze.- zaraz po powrocie wpadł w objęcia Hermoiny
-Już dobrze.- odsunął Ją – Ja
Ciebie też przepraszam. Zachowałem się jak skończony idiota,
zareagowałem zbyt gwałtownie.
-Teraz już nieważne, choć. Seamus
znowu wymyślił jakąś głupią zabawę, koniecznie musimy w nią
zagrać!
Seamus wymyślił. A raczej ponowił
grę sprzed kilku tygodni. Gra w prawdę, każdy miał trzymać w
ręce piłeczkę prawdy, która, gdy ktoś skłamał, świeciła się
na czerwono i raziła go prądem dopóki nie powiedział prawdy.
-Ginny, ilu miałaś chłopaków? -Ron
-Trzech. - odpowiedź nie została
dobrze odebrana przez jej brata, co tylko potęgował fakt, że
piłeczka uznała odpowiedź za prawdziwą, leżąc spokojnie w jej
dłoniach
-Patty, podobał Ci się kiedykolwiek
Ron? - Seamus
-Nie. -auć!- No dobra, tak.
-Harry, o co chodzi z tym zeszytem?
Dlaczego cały czas masz go przy sobie, i co w nim piszesz?-Hermiona
-Mam tam kartkę, na której z kimś
piszę.
Wszystkie oczy nagle z zainteresowaniem
spojrzały na chłopaka, i od tej pory gdy tylko piłeczka
przechodziła na jego stronę, pytania pogłębiały ich wiedzę, w
czymś, o czym nie powinni wiedzieć.
-Z kim piszesz?
-Ze znajomym, przyjacielem... nie. Z
kimś kto mnie rozumie.
-Czyli o czym piszesz?
-O świecie. I o ludziach. A, i o
miłości.- słowa same płynęły z Harrego, mimo że tego nie chciał.
Nie kontrolował tego.
-Dlaczego piszesz z nim? Nie rozmawiasz
z przyjaciółmi?
-Bo ON MNIE ROZUMIE.- powiedział
wyraźnie akcentując
-Dobrze, więc jak wszedłeś w
posiadanie tej kartki?
-Dał mi ją Dumbledore.
-Więc to z nim piszesz?
-Nie, on dał mi ją, abym mógł z
kimś porozmawiać. Dał mi ją, gdy powiedziałem że nie mogę spać
w nocy. Dał mi ją, abym mógł się komuś wygadać bez
konieczności uciekania przed Snapem po korytarzach w nocy.
-Więc z kim piszesz?
-Mówiłem, z kimś kto mnie rozumie.
-To już wiemy. Ale kim on jest?
-Nie wiem.
-Nie omijaj odpowiedzi, dokładnie
wiesz o co mi chodzi. Jakie jest jego imię i nazwisko?
-Nie omijam. Nie mam pojęcia.
-Z jakiego jest domu?
-Nie wiem.
-A jak druga kartka weszła w jego
posiadanie?
-Dałem mu ją.
-Więc jak mu dałeś tę kartkę,
widziałeś jego twarz?
-Nie. Nie widziałem go, dałem mu ją,
ponieważ pomyślałem że on bardziej będzie jej potrzebował aby
się wygadać, to znaczy wypisać. Mogę już odejść? Chyba coś
napisał.
Wszyscy skinęli głowami, na co Harry
oddał piłeczkę Ginny i wyszedł.
niedziela, 16 czerwca 2013
Kto chce latać musi skoczyć cz.2/5
Dwa dni później, późnym wieczorem,
dawno po kolacji, Harry Potter siedział na swoim łóżku, co rusz
obracając kartkę w dłoniach. Po godzinie namysłu zdecydował się
napisać.
-"Jesteś gotowy na spłatę
długu?"
Harry dosyć długo patrzył się w
powoli blednący napis na kartce. Po dłuższym czasie, gdy już
zaczynał tracić nadzieje, na kartce, ukazał się zamaszysty,
cienki, i straszliwie czarny jeden wyraz:
-"Czekam."
-"No więc życie jest do dupy, a
wszyscy ludzie mnie irytują"
-"Ładnie. Ale za mało nienawiści
do świata, nie widzisz tego co ja. Pamiętaj, że przestajemy szukać
potworów pod naszymi łózkami, dopiero gdy zrozumiemy, że one są w
nas."
-"A w nas sa największe."
-"I najbardziej złe."
-"Co nie zmienia faktu, że
nienawidzę tu żyć. Mam dosyć tego tłumu."
-"Ja też."
-"Uciekniemy kiedyś, prawda?"
-"Jasne że tak. Mam dla Ciebie
jeszcze jedną mądrość. Zapamiętaj, że jeżeli myślisz, iż
powinieneś znajdować się w innym miejscu niż teraz, to każda
sekunda, w której do tego nie dążysz, jest stratą czasu."
-"Dziękuje. Spłaciłeś dług."
-"Ja zawsze spłacam swoje długi."
Kartka po kilkunastu sekundach wyblakła, pozbywając się ostatniego zdania. Przynajmniej ktoś go
zrozumiał. Już miał cel. Ucieknie, ucieknie od tego wszystkiego.
Kiedyś na pewno. Kupi sobie pieprzony domek nad stawem i do końca
życia będzie wylegiwał się w słońcu, a w pochmurne dni będzie
łowił ryby. Ale to po Hogwarcie, musi przetrwać. Obiecał
Syriuszowi, znowu, sama wzmianka o nim, sprawia ból. Przymknął
oczy, jednak znużony, szybko zasnął.
Następnego dnia na eliksirach, żałował
że tak szybko oddał swój "punkt" tamtemu chłopakowi.
Teraz, patrząc na profesora Snape'a , przypomniał sobie jeszcze
kilka rzeczy, których nienawidzi, i chciałby się z nich wyżalić.
Nagle coś zaczęło mu się ruszać w kieszeni, wyjął i rozwinął
kartkę, na której ukazał się napis:
-"Mogę się u Ciebie zadłużyć?"
-"Jasne, dawaj."-Harry był
bardzo szczęśliwy iż ów osobnik raczył się odezwać.
-"Chodzi o to, czy wiesz co jest
naprawdę poniżające?"
-"Tak?"
-"Poniżające jest kochać
człowieka, który ma Cie za nic."-wydaje się, chłopak bardzie
go rozumie, niż mogłoby się wydawać
-"Na pewno nie może być aż tak
źle."
-"Jest, jest tak źle, nienawidzi
mnie."
-"Może jest inaczej. Teraz ja dam
ci radę, wiesz jak jest łatwiej, jak ja to robię? Ponieważ to
zawsze jest tak, że łatwiej jest poniżać, ubliżać i ogólnie
chuja kłaść na kogoś, niż przyznać że się go kocha."
-"Powiem szczerze że też tak
mam. Co pieprzona nieszczęśliwa miłość tak?"
-"Tak dokładnie, a nawet
bardziej."
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Kto chce latać musi skoczyć Drarry cz. 1/5
Ej, ale weźcie komentujcie, bo czuje się taka niekochana i nie wiem czy wam się podoba czy nie... Zobaczycie! Bo nie dodam nowego rozdziału jak tak dalej będzie! To jest szantaż! :)
...................................................................................................................................................................
...................................................................................................................................................................
Jako pierwszy opuścił klasę
Eliksirów, chyba pierwszy raz udało mu się tak szybko wyjść.
Wyjść? To złe słowo, on wypadł, praktycznie wybiegł z klasy,
nie mógł dłużej tam siedzieć. Dusił się w niej. Nie tylko w
niej, dusił się już w życiu. Przechodził szybkim krokiem po
korytarzu, aby jak najszybciej uciec od tych wszystkich spojrzeń,
należących w głównej mierze do zainteresowanych nim dziewczyn.
Zazwyczaj mu to schlebiało, ale nie dzisiaj, dzisiaj chciał uciec
jak najszybciej, nie zważając na glosy przyjaciół wołające
go.Zupełnie zignorował krzyczących za nim ludzi i wpadł do starej
nie używanej toalety dla perfektów, gdzie zamknął się w kabinie,
usiadł i schował głowę pomiędzy ramiona, rozkoszując się ciszą.
Po trzech głębokich wdechach, gdy postanowił wreszcie wstać,
usłyszał krótki szloch.
-Halo? Jest tam ktoś? -rzucił w
przestrzeń
-Nikt-odpowiedział mu głos z kabiny
obok
-To dobrze, bo już myślałem że ktoś
tam szlocha. Tak więc dobrze- przez wcześniejsze poirytowanie, użył
sarkazmu. -A tak serio, o co chodzi? Coś się stało?
-Tak. Nie. Mam zły dzień. Tydzień.
Miesiąc. Rok. Życie. Cholera jasna.
-Nie poddawaj się, gdzieś tam jest
szczęście, o które warto powalczyć.
-Naprawdę w to wierzysz?
-Nie, ale wszyscy mi tak mówią.
-Ehh.. Gorzej być nie może-
powiedział po chwili wahania głos zza ściany, którego Harry
wciąż nie mógł rozpoznać.
-Mylisz się, gorzej być może. I
będzie.
Głos zza ściany zaśmiał się
chrypowato.
-Płaczesz jeszcze?
-Ja nie płakałem.
-No dobra, to ten co płakał, płacze?
Bo nie wiem czy moge już iść, czy mam do niego zagadać.
-Nie płacze, nie idź. Poczekaj chwilę.
-Po co?
-Po prostu daj mu chwilę, na
uspokojenie się.
Po chwili w łazience nastała nie
krępująca cisza, taka, którą można dzielić tylko z niewielką
liczba osób w swoim życiu.
-Już, już możesz iść.
-Nie powiesz mi kim jesteś?
-Oszalałeś? Chcę zachować resztki
godności.O ile w ogóle kiedykolwiek taką miałem.-dodał cisej
głos
-Co?- Harry nie dosłyszał ostatniego
zdania
-Nie nic.
-Masz- dołem pomiędzy kabinami
przeleciała kartka- Jakbyś chciał się kiedyś, nie wiem, wyżalić
czy coś... Możesz na tym napisać, a od razu pokaże się to na
mojej kartce, spokojnie, napis znika zaraz po przeczytaniu przez
właściciela kartki. Więc nikt nie zobaczy, oprócz nas.
-Naprawde wierzysz w to że napiszę?
-Nie chodzi o to że ty masz napisać,
masz u mnie dług. Ja pomogłem tobie, może kiedyś i Ja będę
potrzebował pomocy. Narka.-Harry wyszedł z kabiny, obejrzał się
na zamknięte drzwi kabiny obok, i ruszył w stronę wieży
Gryffindoru.
piątek, 24 maja 2013
Jedni się bawią, a inn samotnie płaczą cz2/2
Ludzie, proszę was zostawiajcie po sobie komentarze! >.< Bo ja nie wiem czy wam się podoba, czy nie, co mogłabym zmienić, na co mam uważać, czy może w ogóle przestać pisać... Chociaż małe uwagi proszę ^^
....................................................................................................................................................................
Harry Potter od kilku dni chodził
zamyślony, co można było zauważyć po tym że idąc korytarzem na
wszystkich ciągle wpadał, a gdy ktoś się go o coś zapytał,
odpowiedź uzyskiwał po trzykrotnym powtórzeniu pytania. Ale Harry
nie przejmował się tym co mówili inni, teraz miał ważniejsze
problemy na głowie. A dokładniej, cały czas myślał o tym co
zobaczył w kieszeni Draco. To niemożliwe! Musiał coś przeoczyć,
przecież to nie mógł być... ON! Na zdjęciu, które miał cały
czas przy sobie Malfoy, przy którym płakał, był on, Harry Potter!
Postanowił że musi to wyjaśnić.
Tego samego wieczora, nie wiedząc za
bardzo czego oczekuje, poszedł do klasy wróżbiarstwa. Trafił
akurat na dzień, kiedy był tam Draco. Zanim jednak ten zdążył
schować zdjęcie, Harry był już przy nim.
-Kto na nim jest?-zapytał
-Ktoś, co Cie to obchodzi
Potter?!-odparł swoim zwyczajowym Malfoyowskim tonem
-Obchodzi mnie, i to bardzo. O co
chodzi z osobą, która jest na tym zdjęciu? Wiesz, wtedy gdy
pierwszy raz Cie tu zobaczyłem...
-Nie mogłeś o tym po prostu zapomnieć
nie?! Tam jest osoba, która jest dla mnie ważna, ale przez takich debili jak ty, nie mogę... Nie ważne, nie zamierzam Cie się kurwa
spowiadać.-Draco wstał i już chciał odejść gdy
-To Ja prawda?
-Co ty? Potter oszalałeś? - stali już
twarzą w twarz
-Na tym zdjęciu jestem Ja, prawda?
Dlaczego?
-Bo to Ty- odparł Draco po dłuższej
chwili wpatrywania się w siebie- To zawsze jesteś kurwa TY!- Draco
znowu miał łzy w oczach, co nie przeszkadzało mu krzyczeć na
drugiego.
Po chwili jednak znalazł się w
ramionach Harrego, i nawet nie przytulając się do niego, położył po prostu głowę w zagłębieniu jego szyi i zaczął płakać, łkać
i wyć na cały świat.
-Już dobrze-Potter głaskał go po
głowie- Już będzie dobrze.
-Nie będzie.
-Będzie -chciał odsunąć od siebie
Draco, jednak tamten złapał go za łokcie, i wsunął twarz w jego
szyje jeszcze głębiej.
-Dlaczego nie pozwalasz mi się ruszyć?
-Nie możesz mnie widzieć w takim
stanie, jestem ohydny.
-Nieprawda, -Harry odsunął siłą
chłopaka, i wziął jego twarz w dłonie, przypatrując się jego
podkrążonym od płaczu oczom, które spoglądały na jego...usta
(?) Harry spojrzał na wszystko z innej strony, na usta chłopaka,
oczy patrzące na niego i wtedy uświadomił sobie, o co chodziło w
tym wszystkim. Odrzucanie od siebie, zdjęcia w szacie, i to
przytulanie się do niego, oraz nie chęć aby zobaczył go podczas
płaczu. Prawda uderzyła go jak grom z jasnego nieba, i bez
zastanowienia, już wiedział co chce zrobić.
-Nieprawda-powtórzył- Jesteś piękny,
jak zawsze.-i złączył ich w pocałunku.
niedziela, 19 maja 2013
Jedni się bawią, a inni samotnie płaczą. cz.1/2
Siemka, może ni uwierzycie, albo ta wiadomość obrzydzi wam czytanie opowiadania ale... natchnienie przyszło w kościele! Dzisiaj byłam w kościele i zaraz po powrocie usiadłam i napisałam xD Hura Ja!
.........................................................................................................................................................
.........................................................................................................................................................
Harry miał już dosyć tego całego
szumu wokół niego. Podczas jednej z wielu imprez na jego cześć w
Gryfindorze, postanowił przestać udawać że świetnie się bawi,
więc zrobił to na co od dłuższego czasu miał ochotę, i po
prostu wyszedł.
Szedł zdecydowanym wzrokiem, do starej
opuszczonej klasy po wróżbiarstwie, otworzył drzwi z zamiarem
przespania tam większości imprezy. Niestety zaraz po wejściu do
klasy jego wzrok padł na postać siedzącą na podłodze przy biurku
nauczycielskim. Draco Malfoy? Czy on... płacze? -uświadomił sobie
Harry.
Blondyn próbował szybko schować to co
miał w ręce, przez co dopiero wtedy Harry uświadomił sobie co
chłopak trzymał. Jakieś zdjęcie. Chłopak wstał i zamaszystym
krokiem wręcz wybiegł z klasy.
-Pierdol się, Potter.
Tego samego wieczora, gdy po
zakończeniu imprezy Harry leżał w łóżku, wciąż nie mógł wyjść
ze stanu otępienia. To było zdjęcie jakiegoś chłopaka. Tego był
pewien, nie zdążył zobaczyć twarzy, ale to na pewno był chłopak.
Nad zdjęciem jakiego chłopaka mógł płakać Draco Malfoy?! Musi
się tego dowiedzieć. Z takim postanowieniem zasnął.
Rano, jak zwykle spotkali się pod
drzwiami do sali głównej. Harry w pierwszym momencie nie wiedział
co zrobić więc stanął przepuszczając chłopaka w drzwiach, czego
później przez całe śniadanie nie omieszkali się komentować jego
przyjaciele.
Wieczorem znów udał się do sali wróżbiarstwa, jednak tym razem ze świadomie postawionym sobie celem.
Draco ja wcześniej siedział na podłodze, ze złożonym na pół
zdjęciem w ręce. Jednak tym razem nie płakał.
-Czego ty znowu chcesz?!-warknął,
zaraz po tym wstał i wyszedł z sali mijając się z brunetem.
-Nie nienawidzę Cię-powiedział cicho
Harry w chwili, gdy Draco przechodził obok niego.
Chłopak zatrzymał się na chwile, nie
odwracając.
-Ja Ciebie też nie nie nienawidzę.-
odpowiedział po dłuższej chwili ciszy, i odszedł w swoim
kierunku.
Harry codziennie chodził wieczorem do
klasy wróżbiarstwa, jednak tylko kilka razy spotkał Draco, który
od razu wychodził. Przez co chłopak był już coraz bardziej
zdesperowany aż pewnego dnia naszła go pewna myśl. W sobotę miał
się odbyć mecz Quiddicha Ślizgoni-Puchoni, wszyscy będą wtedy
na trybunach-pomyślał. Już w pierwszych minutach meczu Harry
zaszedł z widowni, mówiąc Ronowi żeby na niego zaczekał, i zajął
mu miejsce, bo zaraz wróci. Zakradł się do szatni Slytherinu, i
zaczął szukać miejsca Draco, co nie było trudne. Jedyna szafka, w
której wszystko było schludnie poukładane, i nie było na niej
żadnych osobistych rzeczy. Inne szafki były oblepione plakatami
zawodników Quiddicha, lub zdjęciami rodzinnymi. Harry zaczął
szybko przeszukiwać szatę Dracona. Na dnie kieszeni znalazł białą
kartkę. W dotyku jakby zdjęcie, tylko.. całe białe. To musiały
być jakieś zaklęcie maskujące! Chłopak zaczął się gorączkowo
zastanawiać, jakie mogło być hasło. To musi być coś na co nikt
by nie wpadł, ale co Draco lubi. Nie może być to też słowo,
które ktoś by mógł przez przypadek wypowiedzieć. Czyli wyraz
którego się nie używa często wśród Ślizgonów. Harry pomyślał
o tym wszystkim co go kieruje do słowa... i aż zaśmiał się ze
swoich myśli, ale po chwili jednak postanowił spróbować/
-Harry.-nic.
Aż zachichotał ze swojej głupoty, aż
nagle zauważył że kartka zaczęła zyskiwać kolory.
Niemożliwe, hasło "Harry"
-co to ma znaczyć?!?-myślał.
I nagle zobaczył kto pojawił się na
fotografii, i w tym samym momencie usłyszał gwizdek na przerwę w
meczu. Ślizgoni zaraz wrócą! Szybko powiedział na nowo zaklęcie maskujące, zwinął kartkę i wsadził ja do kieszeni Malfoya. Wybiegł
z szatni chwile przed wejściem drużyny Slytherinu.
sobota, 4 maja 2013
Pierwsza blizna i ostatni przyjaciel
Witam, no więc to jest takie... Takie nie wiem co. Naprawdę Pisane na szybko, bez ładu i składu. Nawet tego nie sprawdzałam, nie czytałam. Wy zdecydujcie. Pozdro kamraci! xD
Popsuło się, wszystko się popsuło i Draco o tym wiedział. Wolał jednak nie wypowiadać tego na głos, w jakiejś irracjonalnej obawie, więc udawał że wszystko jest okej, i żył dalej.
Wszyscy się od niego odsunęli, wszyscy, przyjaciele a nawet wrodzy, nawet Potter nie raczył go obrazić, a nawet na niego spojrzeć.
Nikt już się na niego nie patrzył. Nie, było gorzej, patrzyli się wszyscy, ale gdy tylko Draco to zauważał, uciekali wzrokiem. Odwracali twarz.
To bolało. Ta pieprzona blizna, mimo że nie bolała fizycznie, to zadawała wielki ból psychiczny. Zajebiście wielki.
No właśnie, mecz, upadek, i pieprzona blizna do końca życia. Nawet "super kapsułki i maści" ze Św. Munga, nie pomagały.
Nienawidził rano patrzeć w lustro, a chodząc po szkole, wszystkie ukradkowe spojrzenia tylko utwierdzały go w przekonaniu że ona dalej tam jest.
Siedząc w Wielkiej Sali, czuł się swobodnie, wszyscy byli zajęci jedzeniem, i nikt nie zwracał uwagi na Draco.
Prawie nikt. Czuł jedno spojrzenie, świdrujące go od kilku dni.
Chciał go w końcu przyłapać, od dłuższego już czasu mu się to nie udawało. Szybko podniósł głowę, napotykając spojrzenie koloru Avady.
Już miał wykonać swój słynny zwycięski uśmiech, gdy tylko Potter odwróci wzrok, jednak nic takiego się nie stało.
Zielone tęczówki, nadal były utkwione w niego. Draco nie mógł się poruszyć, w końcu, od kilku tygodni, ktoś na niego spojrzał i nie odwracał się.
Uśmiech.
Draco utkwił wzrok w swoim talerzu, zabolało.. Nie potrzebuje litości pieprzonego Pottera! Zamaszyście wstał od stołu, i wyszedł z sali.
Niedaleko toalet, ktoś pociągnął go w boczny korytarz.
Pieprzony Potter.
-Odwal się. Nie potrzebuje twojej litości.
-Wiesz że to nie litość.
-Więc czego ode mnie chcesz?-wydarł się Draco
-Ciszej, bo ktoś usłyszy -powiedział Harry ze wzrokiem, jakby tłumaczył coś 4 latkowi- Masz czas jutro po szkole? W pokoju życzeń. Umiesz tam wejść?
-Jasne że umiem, Potter, za kogo ty mnie masz? Po co mamy się tam spotkać?
-Chcę tylko porozmawiać.
I odszedł, tak po prostu a Draco powstrzymał się przed pobiegnięciem za nim, i spraniem go na kwaśne jabłko, za jego gierki.
-Wszystko wiedzący Potter, myśli że powie kilka miłych słówek i wszystkich uratuje. -przeklinał go w myślach
Następnego dnia, po ostatniej lekcji, Opiece nad Magicznymi Zwierzętami, Draco udał się od razu do pokoju życzeń. -Nie ma co tego przeciągać- myślał.
Potter już na niego czekał.
-No więc? Wiesz, nie mam całego dnia dla Ciebie.
-Może usiądź, napijesz się czegoś? -zapytał Harry, sięgając do barku i pokazując mu Laudersa. Draco kiwnął głową.
Po chwili zaczął rozmowę
-No dobrze -silił się na milszy ton- czego ode mnie chcesz?
-Zaprzyjaźnić się.
-Co? -Draco prasnął resztkami alkoholu, znajdującego się w ustach.- Oszalałeś? Myślisz że możesz stać się przyjacielem wszystkich i skakać po łące wśród króliczków i tęczy?
-Nie- Potter zaśmiał się smutno z porównania Draco- Tylko z tobą. Bo ty wiesz...
-Co wiem?
-Wiesz jak to jest i o co w tym wszystkim chodzi, co nie?
Bo masz przyjaciół, a kiedy coś się dzieje to zostaje tylko garstka. Moi się sypnęli I wiesz kurwa jak to jest, masz masę znajomych, a potem nie masz nawet z kim na spacer wyjść...
Draco nie miał pojęcia co powiedzieć, Harry trafił w czuły punkt. Dokładnie o to chodzi, dokładnie o to kurwa wszystko.
-Wiem- zmusił się w końcu.
Potem jeszcze długo rozmawiali, o wszystkim. A potem cieszyli się z dwóch rzeczy. 1. Że w końcu znaleźli kogoś, kto ich rozumie. I 2, że jutro mają dzień wolny, bo byli tak pijani, że nawet nie mogli nawet wrócić do swoich dormitoriów.
Pewnego dnia, ku zdumieniu wszystkich, Draco Malfoy wszedł na Wielką Salę razem z Harrym Potterem, i razem usiedli w kącie stołu Gryfonów, jeszcze tego samego dnia, na Eliksirach usiedli razem w ostatniej ławce, z daleka od wszystkich.
Tak działo się na wszystkich lekcjach, które mieli razem. Na korytarzach, na przerwach pomiędzy lekcjami, i po lekcjach. Wszędzie widziano Pottera i Malfoya razem.
Wszyscy gapie, widzieli tylko zmianę w ich wzajemnym nastawieniu, do siebie i do znajomych, oraz zmianę w ich zachowaniu. Gdy odtrącali, prawie płaczących przyjaciół, jak Pansy czy Hermoina, błagających ich, by zaczęli spowrotem zachowywać się jak wcześniej.
I gapie widzieli tylko tyle, nie widzieli tego co było ukryte głęboko w środku tej sytuacji, ale co się dziwić, w końcu nikt z nich nie widział ich razem, w tym dniu, gdy Potter wyznał Malfoyowi miłość. Gdy Malfoy pierwszy raz przy kimś popłakał się, i zakazał mu tak więcej mówić ani patrzeć się na niego.
Nie widzieli ich tego dnia, gdy Potter zatrzymał, chcącego się wyrwać Malfoya, zaczął obsypywać pocałunkami jego bliznę, mówiąc że jest najpiękniejsza na świecie, i że dodaje mu urody. Nikt oprócz nich, nie słyszał ich zapewnień o wzajemnej miłości.
I nikt nie słyszał ich szeptów, gdy na przerwach umykali do mało uczęszczanych korytarzy, czy gdy siedzieli w opuszczonych salach.
Nikt nie słyszał ani nie widział w nich kochanków, do pewnego dnia. Do dnia, w którym siedząc w Wielkiej Sali, Harry skradł Draco delikatny, pospieszny pocałunek.
I wtedy wszyscy zrozumieli. Ale i tak nie znali całej prawdy, ukrywanej pomiędzy czułymi słówkami kochanków.
Ale to również pewnego dnia zrozumieli, gdy ukazał się artykuł w Proroku, o tym, jak Rita odkryła sekret dwóch wspaniałych rodów.
Rodów Potterów i Malfoyów. Które od pół roku, były już jednym rodem. Harry Potter-Malfoy, i Draco Malfoy-Potter.
Popsuło się, wszystko się popsuło i Draco o tym wiedział. Wolał jednak nie wypowiadać tego na głos, w jakiejś irracjonalnej obawie, więc udawał że wszystko jest okej, i żył dalej.
Wszyscy się od niego odsunęli, wszyscy, przyjaciele a nawet wrodzy, nawet Potter nie raczył go obrazić, a nawet na niego spojrzeć.
Nikt już się na niego nie patrzył. Nie, było gorzej, patrzyli się wszyscy, ale gdy tylko Draco to zauważał, uciekali wzrokiem. Odwracali twarz.
To bolało. Ta pieprzona blizna, mimo że nie bolała fizycznie, to zadawała wielki ból psychiczny. Zajebiście wielki.
No właśnie, mecz, upadek, i pieprzona blizna do końca życia. Nawet "super kapsułki i maści" ze Św. Munga, nie pomagały.
Nienawidził rano patrzeć w lustro, a chodząc po szkole, wszystkie ukradkowe spojrzenia tylko utwierdzały go w przekonaniu że ona dalej tam jest.
Siedząc w Wielkiej Sali, czuł się swobodnie, wszyscy byli zajęci jedzeniem, i nikt nie zwracał uwagi na Draco.
Prawie nikt. Czuł jedno spojrzenie, świdrujące go od kilku dni.
Chciał go w końcu przyłapać, od dłuższego już czasu mu się to nie udawało. Szybko podniósł głowę, napotykając spojrzenie koloru Avady.
Już miał wykonać swój słynny zwycięski uśmiech, gdy tylko Potter odwróci wzrok, jednak nic takiego się nie stało.
Zielone tęczówki, nadal były utkwione w niego. Draco nie mógł się poruszyć, w końcu, od kilku tygodni, ktoś na niego spojrzał i nie odwracał się.
Uśmiech.
Draco utkwił wzrok w swoim talerzu, zabolało.. Nie potrzebuje litości pieprzonego Pottera! Zamaszyście wstał od stołu, i wyszedł z sali.
Niedaleko toalet, ktoś pociągnął go w boczny korytarz.
Pieprzony Potter.
-Odwal się. Nie potrzebuje twojej litości.
-Wiesz że to nie litość.
-Więc czego ode mnie chcesz?-wydarł się Draco
-Ciszej, bo ktoś usłyszy -powiedział Harry ze wzrokiem, jakby tłumaczył coś 4 latkowi- Masz czas jutro po szkole? W pokoju życzeń. Umiesz tam wejść?
-Jasne że umiem, Potter, za kogo ty mnie masz? Po co mamy się tam spotkać?
-Chcę tylko porozmawiać.
I odszedł, tak po prostu a Draco powstrzymał się przed pobiegnięciem za nim, i spraniem go na kwaśne jabłko, za jego gierki.
-Wszystko wiedzący Potter, myśli że powie kilka miłych słówek i wszystkich uratuje. -przeklinał go w myślach
Następnego dnia, po ostatniej lekcji, Opiece nad Magicznymi Zwierzętami, Draco udał się od razu do pokoju życzeń. -Nie ma co tego przeciągać- myślał.
Potter już na niego czekał.
-No więc? Wiesz, nie mam całego dnia dla Ciebie.
-Może usiądź, napijesz się czegoś? -zapytał Harry, sięgając do barku i pokazując mu Laudersa. Draco kiwnął głową.
Po chwili zaczął rozmowę
-No dobrze -silił się na milszy ton- czego ode mnie chcesz?
-Zaprzyjaźnić się.
-Co? -Draco prasnął resztkami alkoholu, znajdującego się w ustach.- Oszalałeś? Myślisz że możesz stać się przyjacielem wszystkich i skakać po łące wśród króliczków i tęczy?
-Nie- Potter zaśmiał się smutno z porównania Draco- Tylko z tobą. Bo ty wiesz...
-Co wiem?
-Wiesz jak to jest i o co w tym wszystkim chodzi, co nie?
Bo masz przyjaciół, a kiedy coś się dzieje to zostaje tylko garstka. Moi się sypnęli I wiesz kurwa jak to jest, masz masę znajomych, a potem nie masz nawet z kim na spacer wyjść...
Draco nie miał pojęcia co powiedzieć, Harry trafił w czuły punkt. Dokładnie o to chodzi, dokładnie o to kurwa wszystko.
-Wiem- zmusił się w końcu.
Potem jeszcze długo rozmawiali, o wszystkim. A potem cieszyli się z dwóch rzeczy. 1. Że w końcu znaleźli kogoś, kto ich rozumie. I 2, że jutro mają dzień wolny, bo byli tak pijani, że nawet nie mogli nawet wrócić do swoich dormitoriów.
Pewnego dnia, ku zdumieniu wszystkich, Draco Malfoy wszedł na Wielką Salę razem z Harrym Potterem, i razem usiedli w kącie stołu Gryfonów, jeszcze tego samego dnia, na Eliksirach usiedli razem w ostatniej ławce, z daleka od wszystkich.
Tak działo się na wszystkich lekcjach, które mieli razem. Na korytarzach, na przerwach pomiędzy lekcjami, i po lekcjach. Wszędzie widziano Pottera i Malfoya razem.
Wszyscy gapie, widzieli tylko zmianę w ich wzajemnym nastawieniu, do siebie i do znajomych, oraz zmianę w ich zachowaniu. Gdy odtrącali, prawie płaczących przyjaciół, jak Pansy czy Hermoina, błagających ich, by zaczęli spowrotem zachowywać się jak wcześniej.
I gapie widzieli tylko tyle, nie widzieli tego co było ukryte głęboko w środku tej sytuacji, ale co się dziwić, w końcu nikt z nich nie widział ich razem, w tym dniu, gdy Potter wyznał Malfoyowi miłość. Gdy Malfoy pierwszy raz przy kimś popłakał się, i zakazał mu tak więcej mówić ani patrzeć się na niego.
Nie widzieli ich tego dnia, gdy Potter zatrzymał, chcącego się wyrwać Malfoya, zaczął obsypywać pocałunkami jego bliznę, mówiąc że jest najpiękniejsza na świecie, i że dodaje mu urody. Nikt oprócz nich, nie słyszał ich zapewnień o wzajemnej miłości.
I nikt nie słyszał ich szeptów, gdy na przerwach umykali do mało uczęszczanych korytarzy, czy gdy siedzieli w opuszczonych salach.
Nikt nie słyszał ani nie widział w nich kochanków, do pewnego dnia. Do dnia, w którym siedząc w Wielkiej Sali, Harry skradł Draco delikatny, pospieszny pocałunek.
I wtedy wszyscy zrozumieli. Ale i tak nie znali całej prawdy, ukrywanej pomiędzy czułymi słówkami kochanków.
Ale to również pewnego dnia zrozumieli, gdy ukazał się artykuł w Proroku, o tym, jak Rita odkryła sekret dwóch wspaniałych rodów.
Rodów Potterów i Malfoyów. Które od pół roku, były już jednym rodem. Harry Potter-Malfoy, i Draco Malfoy-Potter.
Sugar część 2 i ostatnia
No dzień dobry :3 Tak więc, oto druga część jednoczęściowego shota XD Na prośbę, i troche w innym stylu niż Sugar 1. W każdym bądź razie, mam nadzieje że będzie wam się podobać. Nie jest jakieś super, wiem, ale cóż, to mój 1 blog. Darujcie mi ^^
Dlaczego Ja to zrobiłem? Głupi! Zachowałem się tak niesubordynowanie, tak nagannie.
Będę się za to smażył w piekle, i tak będę, ale teraz będę jeszcze dłużej.
-Draco! Zaczekaj!-usłyszał głos za sobą.
-No dobijcie mnie jeszcze!-pomyślał odwracając się , i stając twarzą w twarz z chłopakiem.
-Ja chciałem...
-Prosze Cię, przestań. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.-przerwał mu Draco- To w kawiarni, Ja, po prostu chciałem Ci wytłumaczyć, jak bardzo irracjonalne jest twoje zachowanie, a potem uświadomiłem sobie że to może być ostatnia okazja żeby.... żeby Cie przetestować! Tak! W sumie, nie muszę Ci się przecież tłumaczyć. To śmieszne, rozumiesz? Nie chcę Cie więcej widzieć.
-Nie śmiej się, nie śmiej się, nie śmiej się, nieśmiejsie, niesmiejsieniesmiejsienie...-Draco zaczął powtarzać gorączkowo w myślach, i modlić się aby tamten nie domyślił się, po jego plątanej wypowiedzi, prawdy.
-Nie śmiej się! - wykrzyknął w końcu, gdy zobaczył ten pieprzony uśmieszek na wargach Harrego.
-Ale ja nie mogę przestać.
-Pierdol się Potter-odwrócił się z zamiarem odejścia, gdy poczuł dłoń chwytającą go za rękę.
-Kocham Cie.- Harry nagle pożałował braku przy sobie aparatu, by uchwycić ten wspaniały wyraz twarzy, oraz pomieszania zdziwienia, nadziei a nawet strachu i wszystkich innych możliwych uczuć, w oczach Draco.
[...]<-le*dłuższa chwila przerwy
-Pierdolisz?
Harry zaprzeczył ruchem głowy.
-A Ginny?
-Nie.-zaprzeczył szybko-Ginny "kocham" od 3 lat, i to dlatego że Ron nas, mugolsko mówiąc, swatał. W tobie jestem prawdziwie zakochany od prawie 7 lat.
Przebijesz to?-zapytał z przekąsem
-Spróbuję. Pamiętasz jak na samym początku podałem Ci rękę?
-To nie możliwe...-Harry nie wiedział nawet, czy poprawnie rozumuje.
-Ależ tak, i to bardzo możliwe.
I nagle jak w jakimś głupim filmie, spojrzeli sobie w oczy i w tej samej chwili uświadomili sobie, irracjonalność tej sytuacji.
Mogli być szczęśliwi, tak zajebiście szczęśliwi, już od kilku lat. A teraz...
Draco nagle wtulił się w Harrego.
-No to teraz za te wszystkie lata, będę Cie musiał kochać dwa razy mocniej-powiedział Harry
-Dobrze, spróbuję nie zemdleć od nadmiaru miłości z twojej strony-odrzekł Draco z przekąsem, mimo że wiedział, że obietnica chłopaka nie była obietnicą "dwa razy większej" miłości, tylko obietnicą, bycia razem. To.. jakby takie małe oświadczyny...-Draco zaczął się śmiać ze swoich myśli.
-Hmm? O co chodzi?-zapytał, wyrwany ze swoich rozmyślań Harry
-O nic, Chlopcze, który przeżył. To do Mnie czy do Ciebie?
-Już? Nie dasz mi się nawet nacieszyć chwilą miłości bez pożądania, i ostatnimi chwilami dziewictwa?
-Pieprzysz Potter, za te wszystkie lata, ciesz się jeśli jutro będziesz mógł chodzić.
-Aż taką pokładasz w sobie nadzieje?
-Wiesz, bądź co bądź, jestem Malfoyem.
Dlaczego Ja to zrobiłem? Głupi! Zachowałem się tak niesubordynowanie, tak nagannie.
Będę się za to smażył w piekle, i tak będę, ale teraz będę jeszcze dłużej.
-Draco! Zaczekaj!-usłyszał głos za sobą.
-No dobijcie mnie jeszcze!-pomyślał odwracając się , i stając twarzą w twarz z chłopakiem.
-Ja chciałem...
-Prosze Cię, przestań. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.-przerwał mu Draco- To w kawiarni, Ja, po prostu chciałem Ci wytłumaczyć, jak bardzo irracjonalne jest twoje zachowanie, a potem uświadomiłem sobie że to może być ostatnia okazja żeby.... żeby Cie przetestować! Tak! W sumie, nie muszę Ci się przecież tłumaczyć. To śmieszne, rozumiesz? Nie chcę Cie więcej widzieć.
-Nie śmiej się, nie śmiej się, nie śmiej się, nieśmiejsie, niesmiejsieniesmiejsienie...-Draco zaczął powtarzać gorączkowo w myślach, i modlić się aby tamten nie domyślił się, po jego plątanej wypowiedzi, prawdy.
-Nie śmiej się! - wykrzyknął w końcu, gdy zobaczył ten pieprzony uśmieszek na wargach Harrego.
-Ale ja nie mogę przestać.
-Pierdol się Potter-odwrócił się z zamiarem odejścia, gdy poczuł dłoń chwytającą go za rękę.
-Kocham Cie.- Harry nagle pożałował braku przy sobie aparatu, by uchwycić ten wspaniały wyraz twarzy, oraz pomieszania zdziwienia, nadziei a nawet strachu i wszystkich innych możliwych uczuć, w oczach Draco.
[...]<-le*dłuższa chwila przerwy
-Pierdolisz?
Harry zaprzeczył ruchem głowy.
-A Ginny?
-Nie.-zaprzeczył szybko-Ginny "kocham" od 3 lat, i to dlatego że Ron nas, mugolsko mówiąc, swatał. W tobie jestem prawdziwie zakochany od prawie 7 lat.
Przebijesz to?-zapytał z przekąsem
-Spróbuję. Pamiętasz jak na samym początku podałem Ci rękę?
-To nie możliwe...-Harry nie wiedział nawet, czy poprawnie rozumuje.
-Ależ tak, i to bardzo możliwe.
I nagle jak w jakimś głupim filmie, spojrzeli sobie w oczy i w tej samej chwili uświadomili sobie, irracjonalność tej sytuacji.
Mogli być szczęśliwi, tak zajebiście szczęśliwi, już od kilku lat. A teraz...
Draco nagle wtulił się w Harrego.
-No to teraz za te wszystkie lata, będę Cie musiał kochać dwa razy mocniej-powiedział Harry
-Dobrze, spróbuję nie zemdleć od nadmiaru miłości z twojej strony-odrzekł Draco z przekąsem, mimo że wiedział, że obietnica chłopaka nie była obietnicą "dwa razy większej" miłości, tylko obietnicą, bycia razem. To.. jakby takie małe oświadczyny...-Draco zaczął się śmiać ze swoich myśli.
-Hmm? O co chodzi?-zapytał, wyrwany ze swoich rozmyślań Harry
-O nic, Chlopcze, który przeżył. To do Mnie czy do Ciebie?
-Już? Nie dasz mi się nawet nacieszyć chwilą miłości bez pożądania, i ostatnimi chwilami dziewictwa?
-Pieprzysz Potter, za te wszystkie lata, ciesz się jeśli jutro będziesz mógł chodzić.
-Aż taką pokładasz w sobie nadzieje?
-Wiesz, bądź co bądź, jestem Malfoyem.
wtorek, 23 kwietnia 2013
Drarry "Sugar"
Harry wciąż siedział w kawiarni
wpatrując się w piękny widok za oknem, i wciąż nie mógł wyjść
z szoku. Zaczął zastanawiać się co go bardziej zdziwiło, to że
Draco Malfoy nazwał go "Harry" czy to że....
W końcu po wojnie, po cudownym
pokonaniu Voldemorta, Harry Potter był w końcu wolny. Mógł robić
to co chciał, kiedy chciał, i nie musiał słuchać ludzi którzy
mówili co ma robić, i wmawiając mu ze to dla jego dobra. Koniec
szkoły, koniec widoku współczujących spojrzeń, podziwiających
spojrzeń i... tych, które mówiły jak bardzo go nienawidzą też
nie brakowało. Rok po pokonaniu Voldmorta, Harry Potter się
zakochał. W końcu mógł poczuć co to jest prawdziwa miłość,
Ginny. Cudowna płomiennowłosa. Dwa lata po pokonaniu Voldemorta,
najlepsi przyjaciele Harrego Pottera pobrali się. Trzy lata po
pokonaniu Voldemorta, Harry Potter postanowił się ożenić z
miłością swojego życia.
Tego dnia Harry Potter chodził
zamyślony i co kilka minut patrzył w zegarek, jakby przez ten czas
mogło minąć kilka godzin. Usiadł na łóżku, po chwili wstał, rozejrzał się po pokoju. Zastanawiał się nad listem, który
dostał kilka dni temu. Listem od człowieka, do którego nie odzywał
się od kilku ładnych lat.
"16.08. o 16.00 w kawiarni
"Sugar". Miałem tego nie robić, ale poczułem się w
obowiązku. Musimy pomówić. Potter, nie spóźnij się. D.Malfoy "
Czego on chciał? Im dłużej Harry
zastanawiał się, tym bardziej nie wiedział.Nie mógł odgonić się od myśli, że ta wredna fretka chce coś zniszczyć w jego życiu. Myślał, że jak przestanie go widywać, to o nim zapomni. Nie chciał już cierpieć.
W końcu wybiła godzina 15, więc
wyruszył z domu. Miał blisko do kawiarni, ale nie mógł doczekać się spotkania. Był bardzo niecierpliwy. Starał się mimo wszystko iść jak najwolniej tylko umie, aby odwlec w czasie swoje przybycie. W niecałe pół godziny był na miejscu, czyli ponad pół godziny przed umówionym czasem.
-To aż do mnie niepodobne-pomyślał.
Ku jego zdziwieniu, Draco już na niego
czekał, i sadząc po kubkach leżących przed nim, nie jest tu od
chwili. Harry, po krótkim wahaniu podszedł do stolika, przywitał
się i usiadł.
-Więc? Chciałeś porozmawiać?-zaczął niepewnie.
-Nie zaczyna się zdania od
"więc"-zaczął swoim Malfoyowskim tonem- Ale tak,
chciałem.
-Dobrze, zaczynaj jeśli możesz.
Śpieszę się, mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Niedługo
się żenię jak wiesz.-Harry skłamał co do "wielu spraw do
załatwienia", przecież cały dzień spędził na patrzeniu się
w zegarek i czekaniu na to spotkanie.
-Ach tak, właśnie do tego zmierzam. Nie rób tego.
-Słucham?! Dlaczego?! O co Ci chodzi
Malfoy?!-wykrzyknął Potter, i po chwili zamilkł widząc wzrok ludzi w kawiarni i chłopaka siedzącego naprzeciw niego.
-Harry, po prostu proszę Cię,
przemyśl to.
*
Harry wciąż siedział w kawiarni
wpatrując się w piękny widok za oknem, i wciąż nie mógł wyjść
z szoku. Zaczął zastanawiać się co go bardziej zdziwiło, to że
Draco Malfoy nazwał go "Harry" czy to że pochylił się
nad stołem, pocałował go i wyszedł zanim Harry zdążył
zareagować.
Harry przypomniał sobie pocałunek,
desperacki, tak jak te, gdy całuje się kogoś pierwszy i ostatni
raz. I ten taki przecież właśnie był. Pomyślał o Ginny, o
szczęściu Rona i Hermiony, o Draco, i o tym co robili razem na 4 i 5 roku...
Nie rozumiejąc do końca podstaw swojej nagłej zmiany humoru, i mając nadzieję, że Malfoy nie zrobił tego, aby mu dokuczyć, szybko uregulował rachunek rzucając pieniądze na stół i nie oczekując reszty- wybiegł z kawiarni.
Zastanawiał się czy Draco chce go zmanipulować, czy zrobił to z prawdziwych pobudek, bo jeśli to ta druga opcja jest prawidłowa, może okazać
się że Harry jest cholernym szczęściarzem i gdy dogoni już
Draco, to spełni się jego marzenie.
Witam ^^
Witam, będę dodawać to moje schizy itp itd ^^ I oczywiście właśnie zaraz dodaje pierwszy i za jakieś pół roku drugi XD Głównie Drarry, ale może tez znaleźć inne podobne, chociaż... i don't think so. Pozdrawiam! ;p
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)