środa, 17 lipca 2013

Walcz, jakbyś nigdy nie przegrał. cz.1/3

Musisz zaakceptować ewentualność, że Bóg nie lubi cię, nigdy cię nie chciał i prawdopodobnie cię nienawidzi.


Oto może życie mijając z każdą kolejną minutą. -myślał Draco, patrząc na prowadzącego lekcję Snape'a. Każdy dzień tak samo, wstaje, idę na śniadanie, potem na lekcje, wracam, jem obiad, odrabiam lekcje, kolacja, spać. Spanie, kocham ten stan, gdy nie ma mnie dla nikogo. Nikt nie wie, o czym śnię, wszystko jest tylko w mojej głowie. Każdego wieczoru umierałem i rodziłem się na nowo. Wskrzeszano mnie.
Przeleciałem wzrokiem po klasie, zauważając uwieszoną na Potterze Wasleyównę. Zdenerwowany, szybko wyrwałem kartkę, i składając z niej ptaka, wysłałem go, aby podleciał do głowy Pottera i zaczął w nią niemiłosiernie dziobać. Biedny chłopaczek po nieudolnej próbie schwycenia mojego prezentu, musiał schować głowę pod kaptur. Pieprzona Ruda Wiewióra złapała papierowego ptaka, zgniotła i cisnęła nim na moją ławkę. Jedyne co mogłem w tej sytuacji zrobić, to spojrzeć na nią z moim ulubionym kpiącym uśmiechem, i kilka razy cmoknąć w jej stronę.

Jak mogłem współzawodniczyć o względy Pottera? Osoby, która mnie nienawidzi?
Jestem Wściekłym, Rozjuszonym Poczuciem Odtrącenia Joego. Lubiłem tak o sobie mówić, od kiedy obejrzałem film Fight club. Mugole czasem naprawdę umieją zrobić coś dobrego. Czasem.
Ponieważ nie mogę sięgnąć dna, nie mogę zostać ocalony. Dnem jest przestanie być Malfoyem, ocaleniem jest... Potter. Jesteśmy zupełnie inni, pod każdym względem. Nie mogę przestać być sobą, aby być kimś podobnym do niego.

-Pan Potter! Dziś bez obstawy?- zaśmiałem się widząc go samego na pustym korytarzu. Co on tu robi o tej porze? -zastanawiałem się.
-Odczep się Malfoy. Musisz mnie denerwować? Czy naprawdę chcesz, żebym znowu sprał tę twoją buźkę?!- krzyknął wyzywająco
-Ja po prostu nie chcę umrzeć bez kilku blizn. - wysiliłem sie na jak najmilszy ton
-Spierdalaj.- Harry odwrócił się i odszedł
Ech, ideał trwa tylko przez moment. Więcej nie można od niego wymagać.- powiedziałem do siebie.Postanowiłem jednak spierdolić sprawę do końca, i poszedłem za Złotym Chłopcem.

Obserwowałem jak siedzi nad stawem, i przez godzinę bez słowa wpatruje się w wodę. Potem wstaje, otrzepuje się, i wraca do swojego dormitorium. Od tamtej pory robiłem to codziennie. Siedziałem ukryty za drzewem i obserwowałem Harrego. Mogłem do woli napatrzeć się na jego twarz. I co najdziwniejsze, siedziałem tam ze świadomością, że tylko Ja widzę TĄ stronę chłopaka. Normalnie się tak nie zachowuje, jest królem. A tutaj? Jakby chciał się ukryć, zostać tutaj na zawsze. W szkole zawsze widać, że o czymś myśli. Tutaj, jego twarz oblewa błogi spokój.

Pewnej nocy, gdy jak zwykle go obserwowałem. Odezwał się, po raz pierwszy.
-Może powiesz w końcu, czego chcesz, zamiast bezczynnie się patrzeć?- dopiero po chwili zorientowałem się, że mówi do mnie. Pierwszy raz w życiu, naprawdę nie wiedziałem co mam powiedzieć. Zostałem zdemaskowany.
Wyszedłem zza drzewa, i usiadłem obok niego, bez słowa zacząłem wpatrywać się w wodę.

Tak mijały nam kolejne noce. Nie rozmawialiśmy ze sobą, za dnia dalej się nienawidziliśmy. Po około dwóch tygodniach zorientowałem się, co znaczyło moje zachowanie względem chłopaka. Oczywiście, sam uważałem się za 100% geja, ale Potter?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz