czwartek, 18 lipca 2013

Walcz, jakbyś nigdy nie przegrał. cz.2/3

Być może samodoskonalenie nie jest sposobem na życie.
Być może tym sposobem jest samodestrukcja.





-Wiesz...- Harry po raz pierwszy odzywa się, odkąd siedzimy razem. - Czuję się stracony. W tym wszystkim. Czuję, że już więcej nie mogę osiągnąć, to koniec.
Mówię: „Nigdy nie czuj się skończony”. Mówię: „Przestań być doskonały”. Mówię: „Ewoluujmy”.
Harry patrzy się na mnie, i uśmiecha się. I w tym momencie pęka mi serce, i zdaję sobie sprawę, że nie mogę tu więcej przychodzić. Nie mogę, siedzieć obok niego, patrzeć się na niego, i rozmawiać z nim, ze świadomością, że nigdy nie będzie mój, że nigdy go nawet nie dotknę.

Więc następnego dnia nie przychodzę nad staw, ani następnego. Ani żadnego kolejnego dnia mnie tam nie ma. Odnalazłem wolność, którą daje utrata nadziei. Wszystko co kiedykolwiek kochałeś, odrzuci cię, albo umrze. Ja temu zapobiegłem, zapobiegłem odrzuceniu.

Codziennie na korytarzu szkolnym mijam się z Potterem. Przez pierwsze trzy dni widziałem, jak szukał mnie wzrokiem, gdziekolwiek nie byliśmy. Potem przestał.
Idąc teraz po Hogwarcie, wśród moich znajomych Ślizgonów, widzę idącego z naprzeciwka, otoczonego Gryfonami, Harrego. Złoty Chłopiec zatrzymuje się przede mną, z zaciętą miną, a ja czekam na atak, ze świadomością, że cokolwiek powie, będzie boleć, a ja nie będę umiał mu odpowiedzieć. Mam już przed oczami obraz, gdzie stoję, z zamkniętymi oczami, ulegając wszystkim obelgom.

-Dlaczego nie przychodzisz?! Pieprzony, Ślizgon! Masz gówno a nie honor!-chwila ciszy- To była jedyna realna rzecz w moim życiu, a Ty ją zniszczyłeś.- widać już grupkę gapiów, czekających na bójkę. Widzę zdziwienie w oczach Gryfonów, oraz czekających na znak, gotowych do walki moich Ślizgonów.
Blaise rzucił się do przodu, jednak szybko go powstrzymałem.
-Zostaw go.- mówię, i odwracam wzrok na Harrego, jednak uginam się pod spojrzeniem zielonych oczu, i zaczynam patrzeć się na jego klatkę piersiową. Przez chwilę ciszy słychać zatrzymywanie oddechów, przez gapi, czekających na rozpętanie wojny pomiędzy dwoma domami. Wtedy Ja ostatkiem sił spoglądam w te piękne zielone oczy i mówię;
-Przepraszam.

Dalej czuję piekący mnie policzek. Harry uderzył mnie, i odszedł. Zatrzymałem Ślizgonów przed kontratakiem , i kazałem im wrócić do siebie. Może mnie nienawidzi, i dobrze. Jednak Ja go kocham, tak w końcu umiem przyznać się przed samym sobą, że go kocham, i nie pozwolę aby coś mu się stało. Choćby i za cenę mojego życia.
Po bezsennych nocach, człowiek nie ma pojęcia co jest prawdą. Wszystko jest kopią kopii kopii. Chciałem znowu zacząć spać więc postanowiłem naprawić swój błąd, wytłumaczyć się, choćby miał mnie wyśmiać.

Idąc nad staw poczułem się tak jak wcześniej, poczułem ulgę, i szczęście, że znowu go spotkam.
I był tam, siedział tam gdzie zawsze. Podszedłem do niego od tyłu, i po chwili zastanowienia usiadłem. Harry ze zdziwieniem odwrócił się w moja stronę, i wtedy ujrzałem łzy w jego oczach. Już miałem się odezwać, gdy chłopak rzucił się na mnie i mocno przytulił. Zrobił coś, o czym od czasu kłótni, nie mogłem nawet marzyć. Również się do niego przytuliłem, i pod wpływem emocji, z moich oczu poleciało kilka kropel łez. Nie płakałem, to było tylko kilka zdradzieckich kropelek.

-Nie mogę siedzieć tu sam. Dlaczego mnie zostawiłeś? Proszę, czuje się jak śmieć, jakby ktoś skorzystał ze mnie, a gdy już jestem niepotrzebny, wyrzucił. Chcę tylko wiedzieć, dlaczego?
-Przepraszam, nie mogę Ci tego powiedzieć. Pewnie znowu być mnie uderzył. Ale obiecuję, ze nigdy już Cie nie zostawię.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz