sobota, 4 maja 2013

Pierwsza blizna i ostatni przyjaciel

Witam, no więc to jest takie... Takie nie wiem co. Naprawdę  Pisane na szybko, bez ładu i składu. Nawet tego nie sprawdzałam, nie czytałam. Wy zdecydujcie. Pozdro kamraci! xD

                                                                                                                                                               


Popsuło się, wszystko się popsuło i Draco o tym wiedział. Wolał jednak nie wypowiadać tego na głos, w jakiejś irracjonalnej obawie, więc udawał że wszystko jest okej, i żył dalej.
Wszyscy się od niego odsunęli, wszyscy, przyjaciele a nawet wrodzy, nawet Potter nie raczył go obrazić, a nawet na niego spojrzeć.
Nikt już się na niego nie patrzył. Nie, było gorzej, patrzyli się wszyscy, ale gdy tylko Draco to zauważał, uciekali wzrokiem. Odwracali twarz.
To bolało. Ta pieprzona blizna, mimo że nie bolała fizycznie, to zadawała wielki ból psychiczny. Zajebiście wielki.
No właśnie, mecz, upadek, i pieprzona blizna do końca życia. Nawet "super kapsułki i maści" ze Św. Munga, nie pomagały.
Nienawidził rano patrzeć w lustro, a chodząc po szkole, wszystkie ukradkowe spojrzenia tylko utwierdzały go w przekonaniu że ona dalej tam jest.

Siedząc w Wielkiej Sali, czuł się swobodnie, wszyscy byli zajęci jedzeniem, i nikt nie zwracał uwagi na Draco.
Prawie nikt. Czuł jedno spojrzenie, świdrujące go od kilku dni.
Chciał go w końcu przyłapać, od dłuższego już czasu  mu się to nie udawało. Szybko podniósł głowę, napotykając spojrzenie koloru Avady.
Już miał wykonać swój słynny zwycięski uśmiech, gdy tylko Potter odwróci wzrok, jednak nic takiego się nie stało.
Zielone tęczówki, nadal były utkwione w niego. Draco nie mógł się poruszyć, w końcu, od kilku tygodni, ktoś na niego spojrzał i nie odwracał się.
Uśmiech.
Draco utkwił wzrok w swoim talerzu, zabolało.. Nie potrzebuje litości pieprzonego Pottera! Zamaszyście wstał od stołu, i wyszedł z sali.
Niedaleko toalet, ktoś pociągnął go w boczny korytarz.
Pieprzony Potter.
-Odwal się. Nie potrzebuje twojej litości.
-Wiesz że to nie litość.
-Więc czego ode mnie chcesz?-wydarł się Draco
-Ciszej, bo ktoś usłyszy -powiedział Harry ze wzrokiem, jakby tłumaczył coś 4 latkowi- Masz czas jutro po szkole? W pokoju życzeń. Umiesz tam wejść?
-Jasne że umiem, Potter, za kogo ty mnie masz? Po co mamy się tam spotkać?
-Chcę tylko porozmawiać.

I odszedł, tak po prostu  a Draco powstrzymał się przed pobiegnięciem za nim, i spraniem go na kwaśne jabłko, za jego gierki.
-Wszystko wiedzący Potter, myśli że powie kilka miłych słówek i wszystkich uratuje. -przeklinał go w myślach

Następnego dnia, po ostatniej lekcji, Opiece nad Magicznymi Zwierzętami, Draco udał się od razu do pokoju życzeń. -Nie ma co tego przeciągać- myślał.
Potter już na niego czekał.
-No więc? Wiesz, nie mam całego dnia dla Ciebie.
-Może usiądź, napijesz się czegoś? -zapytał Harry, sięgając do barku i pokazując mu Laudersa. Draco kiwnął głową.
Po chwili zaczął rozmowę
-No dobrze -silił się na milszy ton- czego ode mnie chcesz?
-Zaprzyjaźnić się.
-Co? -Draco prasnął resztkami alkoholu, znajdującego się w ustach.- Oszalałeś? Myślisz że możesz stać się przyjacielem wszystkich i skakać po łące wśród króliczków i tęczy?
-Nie- Potter zaśmiał się smutno z porównania Draco- Tylko z tobą. Bo ty wiesz...
-Co wiem?
-Wiesz jak to jest i o co w tym wszystkim chodzi, co nie?
 Bo masz przyjaciół, a kiedy coś się dzieje to zostaje tylko garstka. Moi się sypnęli  I wiesz kurwa jak to jest, masz masę znajomych, a potem nie masz nawet z kim na spacer wyjść...
Draco nie miał pojęcia co powiedzieć, Harry trafił w czuły punkt. Dokładnie o to chodzi, dokładnie o to kurwa wszystko.
-Wiem- zmusił się w końcu.

Potem jeszcze długo rozmawiali, o wszystkim. A potem cieszyli się z dwóch rzeczy. 1. Że w końcu znaleźli kogoś, kto ich rozumie. I 2, że jutro mają dzień wolny, bo byli tak pijani, że nawet nie mogli nawet wrócić do swoich dormitoriów.


Pewnego dnia, ku zdumieniu wszystkich, Draco Malfoy wszedł na Wielką Salę razem z Harrym Potterem, i razem usiedli w kącie stołu Gryfonów, jeszcze tego samego dnia, na Eliksirach usiedli razem w ostatniej ławce, z daleka od wszystkich.
Tak działo się na wszystkich lekcjach, które mieli razem. Na korytarzach, na przerwach pomiędzy lekcjami, i po lekcjach. Wszędzie widziano Pottera i Malfoya razem.

Wszyscy gapie, widzieli tylko zmianę w ich wzajemnym nastawieniu, do siebie i do znajomych, oraz zmianę w ich zachowaniu. Gdy odtrącali, prawie płaczących przyjaciół, jak Pansy czy Hermoina, błagających ich, by zaczęli spowrotem zachowywać się jak wcześniej.
I gapie widzieli tylko tyle, nie widzieli tego co było ukryte głęboko w środku tej sytuacji, ale co się dziwić, w końcu nikt z nich nie widział ich razem, w tym dniu, gdy Potter wyznał Malfoyowi miłość. Gdy Malfoy pierwszy raz przy kimś popłakał się, i zakazał mu tak więcej mówić ani patrzeć się na niego.
Nie widzieli ich tego dnia, gdy Potter zatrzymał, chcącego się wyrwać Malfoya, zaczął obsypywać pocałunkami jego bliznę, mówiąc że jest najpiękniejsza na świecie, i że dodaje mu urody. Nikt oprócz nich, nie słyszał ich zapewnień o wzajemnej miłości.
I nikt nie słyszał ich szeptów, gdy na przerwach umykali do mało uczęszczanych korytarzy, czy gdy siedzieli w opuszczonych salach.
Nikt nie słyszał ani nie widział w nich kochanków, do pewnego dnia. Do dnia, w którym siedząc w Wielkiej Sali, Harry skradł Draco delikatny, pospieszny pocałunek.
I wtedy wszyscy zrozumieli. Ale i tak nie znali całej prawdy, ukrywanej pomiędzy czułymi słówkami kochanków.
Ale to również pewnego dnia zrozumieli, gdy ukazał się artykuł w Proroku, o tym, jak Rita odkryła sekret dwóch wspaniałych rodów.
Rodów Potterów i Malfoyów. Które od pół roku, były już jednym rodem. Harry Potter-Malfoy, i Draco Malfoy-Potter.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz