.........................................................................................................................................................
Harry miał już dosyć tego całego
szumu wokół niego. Podczas jednej z wielu imprez na jego cześć w
Gryfindorze, postanowił przestać udawać że świetnie się bawi,
więc zrobił to na co od dłuższego czasu miał ochotę, i po
prostu wyszedł.
Szedł zdecydowanym wzrokiem, do starej
opuszczonej klasy po wróżbiarstwie, otworzył drzwi z zamiarem
przespania tam większości imprezy. Niestety zaraz po wejściu do
klasy jego wzrok padł na postać siedzącą na podłodze przy biurku
nauczycielskim. Draco Malfoy? Czy on... płacze? -uświadomił sobie
Harry.
Blondyn próbował szybko schować to co
miał w ręce, przez co dopiero wtedy Harry uświadomił sobie co
chłopak trzymał. Jakieś zdjęcie. Chłopak wstał i zamaszystym
krokiem wręcz wybiegł z klasy.
-Pierdol się, Potter.
Tego samego wieczora, gdy po
zakończeniu imprezy Harry leżał w łóżku, wciąż nie mógł wyjść
ze stanu otępienia. To było zdjęcie jakiegoś chłopaka. Tego był
pewien, nie zdążył zobaczyć twarzy, ale to na pewno był chłopak.
Nad zdjęciem jakiego chłopaka mógł płakać Draco Malfoy?! Musi
się tego dowiedzieć. Z takim postanowieniem zasnął.
Rano, jak zwykle spotkali się pod
drzwiami do sali głównej. Harry w pierwszym momencie nie wiedział
co zrobić więc stanął przepuszczając chłopaka w drzwiach, czego
później przez całe śniadanie nie omieszkali się komentować jego
przyjaciele.
Wieczorem znów udał się do sali wróżbiarstwa, jednak tym razem ze świadomie postawionym sobie celem.
Draco ja wcześniej siedział na podłodze, ze złożonym na pół
zdjęciem w ręce. Jednak tym razem nie płakał.
-Czego ty znowu chcesz?!-warknął,
zaraz po tym wstał i wyszedł z sali mijając się z brunetem.
-Nie nienawidzę Cię-powiedział cicho
Harry w chwili, gdy Draco przechodził obok niego.
Chłopak zatrzymał się na chwile, nie
odwracając.
-Ja Ciebie też nie nie nienawidzę.-
odpowiedział po dłuższej chwili ciszy, i odszedł w swoim
kierunku.
Harry codziennie chodził wieczorem do
klasy wróżbiarstwa, jednak tylko kilka razy spotkał Draco, który
od razu wychodził. Przez co chłopak był już coraz bardziej
zdesperowany aż pewnego dnia naszła go pewna myśl. W sobotę miał
się odbyć mecz Quiddicha Ślizgoni-Puchoni, wszyscy będą wtedy
na trybunach-pomyślał. Już w pierwszych minutach meczu Harry
zaszedł z widowni, mówiąc Ronowi żeby na niego zaczekał, i zajął
mu miejsce, bo zaraz wróci. Zakradł się do szatni Slytherinu, i
zaczął szukać miejsca Draco, co nie było trudne. Jedyna szafka, w
której wszystko było schludnie poukładane, i nie było na niej
żadnych osobistych rzeczy. Inne szafki były oblepione plakatami
zawodników Quiddicha, lub zdjęciami rodzinnymi. Harry zaczął
szybko przeszukiwać szatę Dracona. Na dnie kieszeni znalazł białą
kartkę. W dotyku jakby zdjęcie, tylko.. całe białe. To musiały
być jakieś zaklęcie maskujące! Chłopak zaczął się gorączkowo
zastanawiać, jakie mogło być hasło. To musi być coś na co nikt
by nie wpadł, ale co Draco lubi. Nie może być to też słowo,
które ktoś by mógł przez przypadek wypowiedzieć. Czyli wyraz
którego się nie używa często wśród Ślizgonów. Harry pomyślał
o tym wszystkim co go kieruje do słowa... i aż zaśmiał się ze
swoich myśli, ale po chwili jednak postanowił spróbować/
-Harry.-nic.
Aż zachichotał ze swojej głupoty, aż
nagle zauważył że kartka zaczęła zyskiwać kolory.
Niemożliwe, hasło "Harry"
-co to ma znaczyć?!?-myślał.
I nagle zobaczył kto pojawił się na
fotografii, i w tym samym momencie usłyszał gwizdek na przerwę w
meczu. Ślizgoni zaraz wrócą! Szybko powiedział na nowo zaklęcie maskujące, zwinął kartkę i wsadził ja do kieszeni Malfoya. Wybiegł
z szatni chwile przed wejściem drużyny Slytherinu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz